Występując w towarzystwie rodziny i przyjaciół na wiecu powyborczym w Bogocie, 41-letni Ivan Duque, który zdobył 54 proc. głosów w drugiej turze niedzielnych wyborów prezydenckich po pokonaniu kandydata lewicy, Gustavo Petro (42 proc.) – b. burmistrza Bogoty i lidera lewicowego ruchu Colombia Humana, starał się przyjąć bardziej koncyliacyjną postawę niż w trakcie kampanii wyborczej - pisze w komentarzu Reuters.

- Z całą pokorą i czcią chcę powiedzieć narodowi kolumbijskiemu, że uczynię wszystko, by doprowadzić do zjednoczenia naszego społeczeństwa. Nigdy więcej podziałów! - zadeklarował. - Moje rządy nie będą oparte na nienawiści - obiecał.

W swym pierwszym wystąpieniu po ogłoszeniu wyniku wyborów, Duque, lider prawicowego Centrum Demokratycznego, poruszył sprawę porozumienia pokojowego z FARC, czyli z lewicowymi Rewolucyjnymi Siłami Zbrojnymi Kolumbii.

Kandydat prawicy zapowiadał jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, że zamierza zmodyfikować porozumienie wynegocjowane przez prezydenta Juana Manuela Santosa w kilku ważnych punktach, choć "nie chce podrzeć tego układu na kawałki" - jak podkreślał.

Porozumienie zamykające trwający niemal półwieku konflikt, który pociągnął za sobą 220 tys. ofiar śmiertelnych i miliony wygnanych, jest uważane przez wielu Kolumbijczyków za kamień milowy w rozwoju kraju.

Zdaniem prawicy i samego Ivana Duque podpisane przez prezydenta Santosa porozumienie jest korzystne, ale zarazem pozwoliło FARC uniknąć odpowiedzialności i uzyskać legitymizację polityczną. Szczególnie oburzające jest to - podkreślił Duque w swym pierwszym wystąpieniu po ogłoszeniu zwycięstwa w niedzielnych wyborach - że sprawcy zbrodni wojennych i przestępstw uniknęli kary. Opowiedział się za rewizją porozumienia w takim właśnie duchu.

- Pokój to wartość, za którą Kolumbijczycy wyglądali z wytęsknieniem przez całe lata. I pokój oznacza, że trzeba przymknąć oczy na linie podziałów wewnętrznych, które sprawiały, że zwolenników pokoju łatwo było oddzielić od jego nieprzyjaciół - powiedział. - Dziś wszyscy jesteśmy po jednej stronie - po stronie przyjaciół pokoju, którzy chcą go budować, ale to musi być pokój oparty na demobilizacji, rozbrojeniu i resocjalizacji partyzantów - dodał.

Lider FARC, Rodrigo Londono (Timoszenko) pogratulował zwycięzcy niedzielnego głosowania dobrego wyniku za pośrednictwem Twittera. Zaapelował zarazem do Duque o "zdrowy rozsądek i respektowanie woli pojednania, którą wyraził naród kolumbijski".

Zwycięstwa w wyborach prezydenckich pogratulował Ivanowi Duque również jego rywal, lider Colombia Humana i były członek rozwiązanego w 1990 r. niewielkiego lewicowego ugrupowania partyzanckiego M-19, który wcześniej zapowiadał, że wyprowadzi ludzi na ulice, jeśli dojdzie do fałszerstw wyborczych.

Ostatecznie jednak, 58-letni Gustavo Petro uznał przewagę zwycięzcy, który podczas kampanii wyborczej obiecywał budowę nowego modelu kapitalizmu ze wzrostem konkurencyjności, obniżeniem podatków, ograniczeniem opieki socjalnej, tworzeniem nowych miejsc pracy i przyciągnięciem inwestycji zagranicznych na czele. Kandydat lewicy ze swej strony obiecywał zaś uwłaszczenie najbiedniejszych i wzrost wydatków na opiekę społeczną.

41-letni kandydat konserwatystów, który swoje zwycięstwo zawdzięcza w dużej mierze poparciu b. neokonserwatywnego prezydenta Kolumbii Alvaro Uribe Veleza (2002-2008), był faworytem sondaży przeprowadzonych przed drugą turą.

W pierwszej turze wyborów, która odbyła się 27 maja Duque zdobył 7,5 mln głosów (39,14 proc.), podczas gdy były burmistrz stolicy Kolumbii - 4,8 mln (25,08 proc.) głosów.

Szef państwowej komisji wyborczej podał w niedzielę, że frekwencja wyniosła 44 proc. Oznacza to, że udział elektoratu w głosowaniu był rekordowo niski. W poprzednich wyborach prezydenckich odnotowano rekordowo niską frekwencję na poziomie 48 proc.; w niedzielę rekord ten został najwyraźniej pobity.

Hasło walki "z wszechogarniającą korupcją" starej klasy politycznej, pod którym prowadził kampanię Petro przyciągnęło najmłodszych wyborców - piszą media. Nie zdołali oni jednak przechylić szali zwycięstwa na korzyść swego kandydata,

Również Duque bazował na krytyce "powszechnej korupcji", twierdząc, że jest to spuścizna po rządach obecnego prezydenta Juana Manuela Santosa i dyskretnie pomijając milczeniem fakt, że na dwóch synach jego protektora b. prezydenta Alvaro Uribe Veleza (neokonserwatysty, prezydenta Kolumbii w latach 2002-2010) ciążą poważne zarzuty korupcyjne.

Zakończone w niedzielę wybory prezydenckie są pierwszymi w Kolumbii od wynegocjowanego w 2016 r. rozwiązania FARC. Ten proces pokojowy, przyjmowany z uznaniem na świecie, w Kolumbii wywołuje kontrowersje - według kolumbijskiej prawicy strona rządowa poszła na zbyt dalekie ustępstwa wobec rebeliantów, m.in. gwarantując im łagodne kary za zbrodnie z przeszłości oraz 10 mandatów w parlamencie. Z kolei według lewicy rząd nie wywiązuje się ze zobowiązań wokół dawnych partyzantów, nie zapewniając im ochrony przed atakami ani wsparcia w powrocie do życia w cywilu.