W wywiadzie udzielonym gazecie "Rheinische Post" Horst Seehofer powiedział, że migracja to główny czynnik odpowiedzialny za wzrost poparcia dla prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Zaznaczył, że jeśli wielkie niemieckie partie nie zmienią swojej polityki w tej kwestii, to będą tracić poparcie.

- Wielu ludzi w Niemczech utożsamia obecnie swoje problemy społeczne z migracją - ocenił szef MSW. - Sprawa migracji to matka wszystkich politycznych problemów w tym kraju. Mówię to od trzech lat.

Odpowiadając na słowa Seehofera kanclerz Niemiec Angela Merkel oznajmiła w wywiadzie dla stacji RTL, że "migracja niesie ze sobą wyzwania". Jej zdaniem protesty w Chemnitz pokazały zarówno ludzi "przepełnionych nienawiścią wobec innych", jak i tych "występujących przeciwko ksenofobii oraz rasizmowi". - To jest napięta sytuacja, w której, jak wierzę, każdy powinien zająć stanowisko - zaznaczyła.

Wypowiedź Seehofera jest w czwartek szeroko komentowana na niemieckiej scenie politycznej oraz w mediach. Ze słowami szefa MSW zgodził się m.in. szef grupy krajowej CSU Alexander Dobrindt. - Seehofer w swojej analizie ma całkowitą rację - uznał z kolei lider AfD Alexander Gauland.

Ostra krytyka wobec lidera bawarskich chadeków płynie z lewej strony sceny politycznej. Sekretarz generalny SPD Lars Klingbeil uznał słowa szefa MSW za "prawicowo-populistyczną paplaninę" i nazwał go "ojcem wielu problemów". Poseł Lewicy Jan Korte wezwał z kolei rząd federalny do "wyraźnego zdystansowania się" od wypowiedzi Seehofera.

"Szef CSU, który wielokrotnie ścierał się z Merkel w kwestii polityki migracyjnej, spotyka się również z krytyką za brak potępienia radykalnie prawicowych demonstracji w Chemnitz" - zauważa Deutsche Welle. W wywiadzie dla "Rheinische Post" zapewniał jednak, że jego ugrupowanie nie jest "ślepe na prawe oko", a ludzie wykonujący nazistowskie gesty powinni być ścigani.

Chemnitz od ponad tygodnia jest epicentrum mobilizacji niemieckiej skrajnej prawicy przeciwko migrantom. W ostatnich dniach odbywały się tutaj wielotysięczne demonstracje po zabójstwie w tym saksońskim mieście 35-letniego Niemca, a także kontrdemonstracje przeciwników skrajnej prawicy.