Według dziennika dyskusja na ten temat zostanie przeprowadzona podczas wrześniowego nieformalnego szczytu Rady Europejskiej w austriackim Salzburgu, a ewentualne decyzje byłyby wówczas zatwierdzone na zaplanowanym na 18 października spotkaniu w Brukseli.

"FT" zaznaczył, że brytyjscy negocjatorzy od miesięcy skarżyli się, że Barnier interpretował przekazanie mu wytyczne w zbyt rygorystyczny sposób, wykazując się w rozmowach z brytyjskim rządem niewielką elastycznością.

Jeden z unijnych dyplomatów ocenił w rozmowie z gazetą, że ewentualne zmiany - choć, jak zastrzegł, mogą być niewielkie i mają mieć raczej symboliczne znaczenie - mają pomóc w osiągnięciu porozumienia w negocjacjach ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i pozwolić na "uratowanie" brytyjskiej premier Theresy May.

Źródło "FT" odniosło się tym samym do narastającej presji politycznej na May ze strony eurosceptycznego skrzydła Partii Konserwatywnej, które nawet groziło zmianą na stanowisku szefa rządu, gdyby wypracowana umowa wiązałaby Wielką Brytanię zbyt blisko z Unią Europejską.

W ostatnich dniach w mediach pojawiła się również sugestia, że państwa UE - w szczególności Niemcy - gotowe są przystać na przyjęcie bardzo ogólnej politycznej deklaracji na temat relacji Londynu z Brukselą po Brexicie, co miałoby pozwolić May na uniknięcie jednoznacznych, kontrowersyjnych zobowiązań dotyczących przyszłości i mogło ułatwić przegłosowanie porozumienia w parlamencie.

- Wszystko zależy od tego, co uda im się sprzedać w kraju. Są niektóre rozwiązania, które nie mają szans zadziałać: mamy jasny wymóg dotyczący prawnie funkcjonującego rozwiązania awaryjnego (dotyczącego granicy między Irlandią a Irlandią Północną). Całą resztę da się jakoś rozwiązać - ocenił inny dyplomata.

Unijna "27" jeszcze w grudniu 2017 roku, dając zielone światło dla kolejnej fazy rozmów, ustaliła z Brytyjczykami, że jeśli nie będzie innego rozwiązania, zrealizowana ma być opcja awaryjna (backstop), zakładająca, że Irlandia Płn. pozostanie blisko związana z zasadami wolnego rynku. To klauzula zabezpieczająca, która zakłada, że bez względu na ostateczny wynik Brexitu rozwiązanie dotyczące przepływu dóbr i osób pomiędzy Irlandią i Irlandią Płn. nie naruszy pokoju na wyspie.

To rozwiązanie jest jednak powszechnie krytykowane przez brytyjskich eurosceptyków.

W weekendowym komentarzu dla "Mail on Sunday" były szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson skrytykował "upokarzającą" strategię rządu w negocjacjach z UE, oceniając, że przyjęcie unijnych żądań dotyczących Irlandii Północnej jest "narażeniem się na ciągły polityczny szantaż".

- Owinęliśmy naszą konstytucję samobójczą kamizelką z ładunkiem wybuchowym i wręczyliśmy detonator (unijnemu negocjatorowi) Michelowi Barnierowi. Daliśmy mu łom, za pomocą którego Bruksela może w każdej chwili próbować zniszczyć unię między Wielką Brytanią a Irlandią Północną - argumentował.

Jego słowa wywołały krytykę ze strony szeregu ministrów w gabinecie May, którzy oskarżyli go o brak taktu i sabotowanie negocjacji z UE.

Brexitu nie będzie? Wielka Brytania coraz bliżej drugiego referendum

Trzy największe związki zawodowe w Wielkiej Brytanii popierają organizację drugiego referendum ws. wyjścia kraju z Unii Europejskiej i opowiadają się za odwróceniem decyzji z 2016 r. Wszystko zależy od ich siły przebicia.

Takie wyniki przynoszą badania sondażowe (YouGov) przeprowadzone na reprezentacyjnej próbie związkowców zrzeszonych w Unite, Unison i GMB - łącznie ponad 3,4 mln osób. Powtórzenie głosowania popiera ponad dwie trzecie z nich, a większość jest również za pozostaniem we Wspólnocie.

Związkowcy w szczególności obawiają się pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Ich zdaniem ważniejsze jest zachowanie swobodnego handlu z partnerami w Europie niż możliwość kontrolowania imigracji napływającej do Wielkiej Brytanii.

Sondaż przygotowany przez ośrodek badania opinii publicznej YouGov dla kampanii People's Vote ("Głos ludzi") może, zdaniem ekspertów, zwiększyć presję na opozycyjną Partię Pracy, aby oficjalnie poparła organizację drugiego referendum w sprawie Brexitu. Lider ugrupowania Jeremy Corbyn dotychczas nie udzielił publicznie poparcia dla tej idei, choć inne czołowe postaci wśród laburzystów - np. minister cieni ds. Brexitu Keir Starmer - nie wykluczyły takiej opcji.

W niedzielnym wywiadzie z dziennikiem "The Observer" jeden z najbliższych współpracowników Corbyna i minister finansów w gabinecie cieni John McDonnell pochwalił kampanię za drugim referendum. Zaznaczył jednak, że lepsze byłoby zwołanie przedterminowych wyborów parlamentarnych, które pozwoliłyby opozycji na przejęcie władzy w kraju.

W ubiegły weekend brytyjska premier Theresa May wykluczyła w opublikowanym komentarzu dla dziennika "Telegraph" przeprowadzenie drugiego referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. - Byłoby to poważną zdradą naszej demokracji - oświadczyła.

Szefowa rządu zapewniła, że nie ustąpi "wobec tych, którzy chcą na nowo otworzyć całą kwestię (wyjścia z UE)". Podkreśliła, że powtórne głosowanie byłoby naruszeniem zaufania wyborców, którzy wzięli udział w referendum w czerwcu 2016 r. i zdecydowali o wyjściu z Unii.

Wielka Brytania rozpoczęła proces wyjścia z Unii Europejskiej 29 marca 2017 r. i powinna opuścić Wspólnotę 29 marca 2019 r. Zgodnie z negocjowanym porozumieniem z UE o okresie przejściowym dotychczasowe zasady, w tym dotyczące swobody przepływu osób, będą obowiązywały do 31 grudnia 2020 r.