Czas próby dla Sarkozy'ego
Francuscy kolejarze, pracownicy metra, studenci, rybacy, urzędnicy, a nawet pracownicy opery paryskiej - wszyscy szykują się do strajków. Masowe protesty mają zmusić prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego do porzucenia planów ograniczenia socjalnych przywilejów - dowiadujemy się z DZIENNIKA.
- Prezydent Francji właśnie się rozwiódł
- Quatremer: Sarkozy rozumie Polskę
- Polska musi stać obok rozgrywek Merkel i Sarkozy'ego
- We Francji strajkują kolejarze i kierowcy autobusów
- Sarkozy chce europejskiej armii
- Francuska policja pobiła studentów
- Prezydent zerwał wywiad, bo "był głupi"
- Sarkozy przeprasza za niewolnictwo i kolonializm
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Prezydent stanął przed dylematem niczym brytyjska premier Margaret Thatcher w latach 80.: ulec związkom zawodowym i zachować popularność czy narazić się na ich gniew i reformować państwo, które chce być mocarstwem, a coraz bardziej przypomina kolosa na glinianych nogach. "Nie ugniemy się. Spodziewam się strajków i demonstracji, ale będę twardy. Taki jest interes państwa" - zapewniał wczoraj Sarko.
Dziś ma się rozpocząć strajk kolejarzy i pracowników sektora energetycznego. Wspólnie żądają utrzymania prawa do przechodzenia na emeryturę nawet w wieku 50 lat. Ten przywilej kosztuje jednak co roku państwo kilkanaście milionów euro. Za ich przykładem mają pójść pracownicy paryskiego metra - już jutro we francuskiej stolicy może działać tylko jedna linia metra nr 14, która jest w pełni zautomatyzowana - oraz linii lotniczych Air France. Na tory może również nie wyjedzie superszybki pociąg Eurostar łączący Francję z Wielką Brytanią.
Następni w kolejce protestów są studenci, którzy są przeciwni propozycji, by prywatne firmy dofinansowywały wydziały kształcące najbardziej pożądanych na rynku pracowników. Liderzy ich związków zapowiadają, że ta jesień może być równie gorąca jak początek zeszłego roku: wówczas studenci zmusili rząd do zrezygnowania z wprowadzenia w życie bardziej liberalnych przepisów prawa pracy.
"Reformy jeszcze się nawet nie zaczęły, a już są protesty. To pokazuje siłę naszych związków" - mówi DZIENNIKOWI francuski politolog Michael Wieviorka. A prasa już porównuje Sarkozy’ego do brytyjskiej premier Margaret Thatcher, której po kilkumiesięcznej batalii udało się złamać potęgę górniczych związków marzących o socjalizmie i zapewniła krajowi rozwój gospodarczy.
Czy Sarko będzie nieugięty? Czy pójdzie na konfrontację ze związkami? I jakim kosztem? - padają pytania. Paradoksalnie Nicolas Sarkozy jest w lepszej sytuacji niż Thatcher. Sondaże pokazują, że większość Francuzów chce zmian. To ci, którzy są zmuszenie coraz więcej dokładać do socjalnego systemu zbudowanego w ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci.
To ci, którzy muszą pracować więcej i ciężej, by budżetówka mogła wciąż cieszyć się 35-godzinnym tygodniem pracy. Z badań opublikowanych pod koniec ubiegłego tygodnia w dzienniku "Le Figaro" wynika, że aż 69 proc. obywateli jest skłonnych poprzeć zmiany forsowane przez prezydenta.
"Pakiet reform przygotowany przez nowe władze nie jest zagrożeniem dla Francuzów, a jedynie dla silnych związków zawodowych. Do tej pory miały niewspółmiernie duży wpływ na francuską politykę, a teraz to się może zmienić" - mówi DZIENNIKOWI Charles Jenkins, analityk z London School of Economics.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!