USA wykiwały ekologów
Stany Zjednoczone dopięły swego - storpedowały klimatyczny szczyt na Bali. Podpisana przez ponad 190 państw deklaracja zawiera tylko ogólnikowe stwierdzenie o konieczności walki z globalnym ociepleniem i kalendarz dalszych negocjacji. Unia Europejska, która zabiegała o przyjęcie konkretnych zapisów o ograniczeniach emisji gazów cieplarnianych, powraca z Indonezji z poczuciem klęski - ocenia DZIENNIK.
- Rockman ochroni środowisko w Australii
- Już tylko Ameryka nie chce walczyć o klimat
- Szczyt na Bali ma ocalić planetę
- Unijny spór o dwutlenek węgla
- Polska montuje koalicję, by zablokować plany Unii. Grożą nam kary
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
I jedni, i drudzy zobowiązali się do "działań mających powstrzymać zmiany klimatyczne". Tyle, że w dokumencie nie zapisano, jakie to będą działania. Mowa jedynie o tym, że do 2009 r. ma zostać wypracowane nowe światowe porozumienie o walce ze zmianami klimatu. Zastąpi ono protokół z Kioto, wygasający w 2012 roku.
"Czekają nas teraz dwa lata ciężkiej pracy. Zaczynamy w styczniu" - podsumował krótko szef unijnej delegacji Humberto Rosa. Unia Europejska, której marzy się światowe przewodnictwo w walce ze zmianami klimatu, walczyła jak lew o to, by na Bali zgodzono się na konkretne cięcia w emisji gazów cieplarnianych - nawet o 40 proc. do 2020 r.
Ten ambitny program nie miał szans w konfrontacji z uporem Amerykanów, którzy sprzeciwiali się jakimkolwiek konkretom. Delegacji USA nie przekonała nawet płomienna mowa rodaka Ala Gore'a, byłego wiceprezydenta i tegorocznego laureata Pokojowej Nagrody Nobla, który w czwartek oskarżył Biały Dom o sabotowanie rozmów. Z pomocą Japończyków Amerykanie przez dwa tygodnie blokowali obrady, aż do dramatycznej kulminacji w piątek. Tego dnia przedłużono konferencję, a negocjacyjny maraton ciągnął się przez noc.
Sobotni finał szczytu był dramatyczny. Szefowa amerykańskiej delegacji Paula Dobriansky wciąż powtarzała, że nie podpisze deklaracji, dopóki nie uzyska gwarancji, że wschodzące potęgi - Indie i Chiny - nie zrobią tego samego. Te dwa kraje to już teraz jedni z największych trucicieli na świecie. Chińczycy tymczasem wściekali się na indonezyjskich gospodarzy za przedłużenie obrad, bojąc się, że podobnie jak Amerykanie znajdą się pod ostrzałem. Konferencja wisiała na włosku, a widząc ten bałagan oenzetowski przewodniczący Yvo de Boer... popłakał się z rozpaczy.
Do przełomu doszło, kiedy Indie rzuciły pomysł zapisu, by kraje bogate podzieliły się z biednymi technologiami ograniczania emisji gazów cieplarnianych. Dobriansky pomysł odrzuciła, za co została wygwizdana przez część delegatów. Wówczas do Amerykanów zwrócił się Kevin Conrad, przedstawiciel Papui Nowej Gwinei: "Czekamy na wasze przywództwo. Jeśli się go nie podejmiecie, to zejdźcie z drogi i zróbcie miejsce dla innych" - zaapelował. I zebrał burzę oklasków. Do Amerykanów zaczęło docierać, że fiasko szczytu zostanie jednoznacznie złożone na ich barki.
Ustąpili, kiedy delegacja UE - chcąc ratować szczyt - zrezygnowała z konkretnych kwot redukcji emisji gazów. W końcowej deklaracji znalazł się więc zapis o "mapie drogowej", która zakłada przyjęcie ograniczeń pod dalsze obrady. Nałożenie redukcji na kraje rozwijające się, w tym takie giganty jak Indie czy Chiny, jak chciała Ameryka, jest na razie propozycją. Ameryka także nie była w stanie odtrąbić zwycięstwa. Jak podano w specjalnym oświadczeniu, prezydent USA jest "poważnie zatroskany" wynikiem szczytu na Bali.
Unia ma sobie jednak o wiele więcej do zarzucenia - rezygnacja z konkretów to spora cena za uratowanie szczytu. "Osiągnięto zgniły kompromis, a szczyt okazał się niestety porażką unijnej polityki zagranicznej" - mówi DZIENNIKOWI estoński politolog Heeiko Paabo. "W perspektywie może to osłabić pozycję Europy względem USA. Jeżeli Amerykanie nie narzucą swojej gospodarce proekologicznych ograniczeń, to nasza pozycja w światowym wyścigu gospodarczym będzie słabsza" - dodaje.
Bezczynność USA to woda na młyn dla Indii i Chin, które od przykładu Ameryki uzależniają swoje działania w walce o klimat. Przeciąganie liny będzie więc trwało nadal, a jego kolejna odsłona odbędzie się za rok w Poznaniu. Na Bali postanowiono, że stolica Wielkopolski będzie gospodarzem 14. konferencji klimatycznej ONZ. Do finału negocjacji nad dokumentem, który zastąpi protokół z Kioto, dojdzie pod koniec 2009 r. w Kopenhadze.

























~Zgredek2012-03-08 15:45
USA nie ma na ochronę środowiska, ale ma na uzbrojenie i mordowanie Iarakijczyków i wojnę w Afganistanie. Szykuje się też do wojny z Iranem. A w USA duże bezrobocie. Kalifornia u progu bankructwa. A zyski bogatych /m.in. rodziny Bushów rosną/. To ta wolna Ameryka w której wymordowano Indian i zmarginalizowano tych, co cudem przeżyli. Teksas mordami został wyzwolony od zbrodniarzy meksykańskich. Zaiste kraj wielki i sprawiedliwy, godny do naśladowania. szczególni prawi tam są szefowie /tacy jak z UB, NKWD i Gestapo/
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!