Dalajlama grozi dymisją... Tybetańczykom
Dalajlama XIV, duchowy i świecki przywódca Tybetańczyków, apeluje o zaprzestanie przemocy. Ale apel kieruje nie do Chińczyków pacyfikujących demonstracje, a do... swoich rodaków, demonstrujących przeciwko chińskim władzom. Zagroził nawet ustąpieniem z funkcji, jeśli sytuacja się nie uspokoi.
- Marszałek Senatu namawia do bojkotu igrzysk
- Chińskie wojsko zaciska pętlę wokół Tybetu
- Chiny spacyfikują powstanie Tybetańczyków?
- Nawet 80 zabitych w zamieszkach w Tybecie
- Wszyscy dziennikarze wyrzuceni z Tybetu
- Premier: Zamieszki wywołała klika Dalajlamy
- Dalajlama przemówi w Sejmie
- Unia uważa Tybet za część Chin
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nie czyńcie przemocy, to złe. Przemoc jest sprzeczna z naturą ludzką. Przemoc to prawie samobójstwo. Jeśli tysiąc Tybetańczyków poświęci swoje życie, nie zrobią już nic innego" - tłumaczy rodakom Dalajlama.
Dał przy tym do zrozumienia, że nie myśli o niepodległości Tybetu. Zależy mu jedynie na "drodze środka", czyli autonomii kulturowej dla swego kraju. Dlatego radzi, by Tybetańczycy żyli w zgodzie z Chińczykami. Jeśli nie - może nawet zrezygnować z przywództwa tybetańskiego rządu na emigracji w Indiach. "Gdy po obu stronach opadną emocje, będziemy mogli pracować" - dodał.
W zeszłym tygodniu w Lhasie w 49. rocznicę krwawego stłumienia tybetańskiego powstania przeciwko Chinom i ucieczki Dalajlamy mnisi buddyjscy zorganizowali pokojowe marsze. W kolejnych dniach przerodziły się one w największe od 20 lat antychińskie zamieszki. Interweniowała policja i wojsko.
Według tybetańskich władz emigracyjnych, w starciach z siłami porządkowymi zginęło od stu do kilkuset osób. Władze w Pekinie mówią o 16 zabitych, którzy padli ofiarą przemocy ze strony demonstrantów.




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!