To może być czynnik, który przeważy wynik głosowania. Dotychczasowe starania entuzjastów traktatu nie przyniosły bowiem rezultatu. Od kilku tygodni premier Brian Owen straszy Irlandczyków wizją kryzysu gospodarczego i izolacji w Europie, jeśli 12 czerwca nie opowiedzą się za traktatem. W sukurs rządzącej, centrolewicowej partii Fianna Fail przyszło główne, prawicowe ugrupowanie opozycyjne Fine Gael. Po długich wahaniach do obozu "tak” dołączyło też wpływowe Irlandzkie Stowarzyszenie Farmerów (IFA). Wszystko jednak na nic: sondaże wciąż wskazują na rosnącą liczbę przeciwników traktatu. Według najbardziej alarmującego, opublikowanego w zeszłym tygodniu przez dziennik "Irish Times”, mieliby oni nawet przewagę nad zwolennikami traktatu.

W tej sytuacji włączenie się Kościoła do przedreferendalnej debaty ma ogromne znaczenie. "W sprawach publicznych episkopat wypowiada się bardzo rzadko, jedynie w kluczowych momentach. W tym przypadku biskupi doszli do wniosku, że wierni potrzebują wyjaśnienia sytuacji" - tłumaczy DZIENNIKOWI rzeczniczka irlandzkiego episkopatu, Kathy Tynan. Swoje stanowisko biskupi zawarli w pięciostronicowym liście, którzy został rozesłany po parafiach całej Zielonej Wyspy. Choć czarno na białym nie zawarto w nim apelu do głosowania na "tak”, to wydźwięk dokumentu nie pozostawia złudzeń: Kościół staje po stronie integracji. Biskupi ostro krytykują tych, którzy straszą wyborców zagrożeniami, jakie rzekomo niesie ze sobą traktat. Przekonują, że bez reform instytucjonalnych Unia nie będzie sprawnie funkcjonować. Podkreślają, że w szybko zmieniającym się, globalnym świecie zjednoczona Europa musi podążać za zmianami. Ponadto zdaniem episkopatu idea integracji wiele zawdzięcza katolickiej myśli społecznej, bo ojcowie-założyciele Wspólnoty byli żarliwymi katolikami.

Czy taki apel przekonana Irlandczyków? Gra toczy się o około 1/3 wyborców, którzy na parę dni przed datą głosowania wciąż nie rozstrzygnęli, którą stronę zamierzają poprzeć. Większość tłumaczy, że nie jest w stanie rozeznać się w trzystustronicowym dokumencie. To otwiera pole dla chwytliwych, często demagogicznych haseł przeciwników traktatu tworzących dość egzotyczną koalicję republikańskiej partii Sinn Fein, ultraprawicowych ugrupowań i kilku bogatych biznesmenów. Wczoraj tłumy w centrum Dublina gromadził spektakl trzech "goryli”, które miały przekonać widzów, że po przyjęciu traktatu Unia nie będzie ani widziała, ani słyszała, ani czuła tego, co chcą Irlandczycy.

Kościół podchodzi poważniej do sprawy i ma nieporównywalnie większe możliwości oddziaływania na społeczeństwo. Jednak nie jest to już potężna wspólnota sprzed lat, która dyktowała sposób myślenia Irlandczyków. Szybki rozwój gospodarczy i integracja z krajami z kontynentu prowadzi do sekularyzacji społeczeństwa. Dziś już tylko 44 proc. mieszkańców Wyspy chodzi co niedzielę do Kościoła wobec 90 proc. w latach 70. zeszłego wieku. W czwartek okaże się, jak wielu z nich pójdzie za głosem swoich biskupów.

p

JĘDRZEJ BIELECKI: Czy irlandzki Kościół popiera traktat lizboński?
O. EDMOND GRACE SJ*:
Absolutnie tak. Uważamy, że bez tego traktatu Unia, do której należy już tyle krajów, nie będzie działała skutecznie. Wiele pozytywnych owoców integracji będzie zagrożonych. Chodzi m.in. o ograniczenie składu Komisji Europejskiej i wprowadzenie nowego systemu głosowania w Radzie UE, a także powołanie stałego przewodniczącego tej Rady. Instytucje pomyślane dla 6 państw założycielskich nie służą już dobrze współpracy aż 27 krajów.

Jak to się stało, że to właśnie w Irlandii, kraju, który jak żaden inny odniósł tyle korzyści z integracji, tylu ludzi jest przeciw traktatowi?
Nasi przywódcy nie potrafili przekonać swoich rodaków do tego traktatu. Straszyli katastroficznymi scenariuszami porażki referendum, ale nie przedstawili wyborcom pozytywnej wizji rozwoju Unii. Ludzie chcą być traktowani po partnersku, a nie karceni jak dzieci.

*o. Edmond Grace SJ, dyrektor założonego przez irlandzkich jezuitów National Conversation on Democracy zaangażowanego na rzecz ratyfikacji traktatu