Za każdym razem Irlandczycy decydowali się im zaufać i za każdym razem - zarówno Irlandia, jak i Europa - korzystały na tym. Mam nadzieję, że i tym razem będzie tak samo. Eurosceptycy próbują przekonywać: Unia jest zagrożeniem dla suwerenności narodów. W rzeczywistości to najlepszy gwarant suwerenności Irlandii w całej naszej historii. Zamiast patrzeć z boku, jak inne mocarstwa podejmują decyzje dotyczące naszej przyszłości, mogliśmy ją kształtować, zadbać, by inni liczyli się z naszymi interesami. Wpływaliśmy na kształt Europy i świata. Gdybyśmy stali samotnie na krańcach Europy, nie byłoby to możliwe. Unia przez 35 lat wspierała nasz rozwój, zapewniała nam silniejszy głos w świecie i inwestowała w naszą przyszłość. Zasłużyła, by jej nie demonizować. Najnowszym wybiegiem ludzi, którzy są przeciwni naszemu zaangażowaniu w Europie, jest mówienie: my popieramy Unię, ale jesteśmy przeciw traktatowi. Cała ich krytyka opiera się na założeniu, że Unia chce zaszkodzić Irlandii. Doprowadzić do jej zbiurokratyzowania, zmilitaryzowania, a na końcu zrujnowania naszej gospodarki. Ludzie mają pełne prawo do krytykowania Unii. Jednak nie do tego, aby ją popierać i równocześnie oskarżać o wrogie zamiary wobec Irlandii. Uważam także, że Unia to nie "oni" - tylko "my".

Kiedy ludzie pytają, dlaczego potrzebny jest jeszcze jeden europejski traktat, odpowiadam - ponieważ wyzwania, jakie stoją przed Unią i państwami ją tworzącymi, zmieniają się i musimy im skutecznie sprostać. Takie kwestie, jak globalizacja, zmiany klimatu, przestępczość zorganizowana, są zjawiskami ponadnarodowymi i żaden kraj nie podoła im samodzielnie. Dlatego właśnie zarówno Irlandia, jak i Europa potrzebują traktatu lizbońskiego.

Przyznaję: to szczegółowy i skomplikowany dokument. Ale to normalne w przypadku międzynarodowej umowy. Co więcej: pomimo złożoności traktat lizboński nie obwieszcza żadnych zmian na skalę ustanowienia rynku wewnętrznego czy wprowadzenia euro. Powiem więcej: jednym z powodów, dla których popieram ten traktat, jest to, że dzięki niemu Unia będzie się rozwijać, respektując jednocześnie interesy małych krajów, takich jak nasz. Ze wszystkich traktatów małe kraje największy wpływ miały właśnie na ten. A Irlandia może być dumna ze swojej centralnej roli w negocjacjach.

Dlatego postrzegam czwartkowe referendum jako kolejną szansę dla Irlandii. Szansę pokazania reszcie Europy, że Irlandia pozostaje w pełni zaangażowana w sprawy Unii i że nie uważamy traktatu za zagrożenie.

Jestem zadowolony z Lizbony, bo to najlepsze, co można było uzyskać. Może traktat nie jest doskonały, ale w negocjacjach 27 państw nie można osiągnąć perfekcji. Mimo to traktat zabezpiecza wszystkie nasze kluczowe interesy. Choćby takie jak podatki czy nasza neutralność.

Niech tematem tego referendum nie będzie rząd ani partie polityczne, lecz miejsce Irlandii w Europie. Jestem przekonany, że 12 czerwca większość ludzi uzna, że traktat jest jednak sensowną propozycją i poprawi funkcjonowanie Unii. Nie odbierając niczego, co jest obszarem szczególnej troski dla Irlandii.

Wierzę, że głosowanie "tak" jest w naszym żywotnym interesie.