Bush: Nie jestem facetem spragnionym wojny
George W. Bush żałuje, że gdy mówił o terrorystach i Iraku, używał sformułowań typu "dawać ich tu" i "żywy lub martwy". "Sygnalizowały one, że nie byłem, no wiecie, człowiekiem pokoju" - tłumaczy się w wywiadzie dla dziennika "The Times".
- Bush wziął lotnika na klatę
- USA muszą porzucić rolę policjanta
- Bush: Skończymy jak Polska w 1939 roku
- Bush wygwizdany w ulicznym korku
- USA muszą zaatakować Iran
- Ostatnia podróż Busha
- USA wyda na wojny dwa budżety Polski
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nie jestem facetem spragnionym wojny. Patrząc z perspektywy czasu myślę, że mogłem użyć innego tonu, innej retoryki" - wyjaśnia prezydent USA.
George W. Bush ubolewa też, że atak wojsk amerykańskich na Irak mocno podzielił społeczność międzynarodową. Obawia się również, że jeśli demokratyczny kandydat Barack Obama zostanie prezydentem USA, Zachód zacznie łagodzić swoje zdecydowane do tej pory stanowisko w sprawie nuklearnych ambicji Iranu.
Bush zapewnia też, że zostawi swojemu następcy szereg wskazówek - "serii struktur" - które ułatwią zajęcie się takimi palącymi problemami, jak program nuklearny Iraku i utworzenie państwa palestyńskiego.
Nie dziwi go też fakt, że czarnoskóry Obama najpewniej dostanie nominację Demokratów w walce o fotel prezydenta i że ma ogromne szanse na zostanie przywódcą USA. "To dowód na to, jak daleko zaszła Ameryka" - twierdzi George W. Bush w rozmowie z dziennikiem "The Times".
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!