W myśl umowy zawartej przez ministrów: obrony narodowej Ignazio La Russę i spraw wewnętrznych Roberto Maroniego, porządku w największych miastach Italii strzec będzie 2,5 tys. żołnierzy. Mundurowi, którzy zdobywali doświadczenie na misjach stabilizacyjnych w Kosowie i Afganistanie, pomogą w ten sposób coraz bardziej bezradnej policji.

Plan wykorzystania armii do ochrony ulic został dopisany jako poprawka do rządowego projektu ustawy o porządku publicznym. To kolejny - po zapowiedziach uszczelniania granic i otwierania specjalnych obozów dla nielegalnych przybyszów - krok w antyimigracyjnej polityce nowego gabinetu. Zresztą Silvio Berlusconi jako lider obozu centroprawicy szedł do władzy, obiecując, że położy kres panoszącemu się na ulicach bezprawiu - donosi DZIENNIK.

Tymczasem Włochy ogarnia coraz większy, graniczący z paniką chaos. Niemal co chwilę media donoszą o przestępstwach i brutalnych gwałtach dokonywanych przez imigrantów z Afryki i Bałkanów. Wojsko ma być antidotum na rosnące w kraju poczucie zagrożenia.

Na projekt obu ministrów z furią zareagowała opozycyjna lewica. "To najkrótsza droga do militaryzacji naszych ulic" - oświadczyła Roberta Pinotti, rzeczniczka Partii Demokratycznej odpowiedzialna za sprawy wojskowości. Część polityków z oburzeniem zasugerowała, że Włochy staną się drugą Kolumbią. "Coś takiego widziałem tylko w Bogocie, a to miasto zgoła inne niż Rzym czy Mediolan" - ironizował w wywiadzie dla dziennika "La Repubblica" Sergio Chiamparino, burmistrz Turynu.

Lewica nie ukrywa wściekłości na premiera Berlusconiego i oskarża go o to, że spłacając polityczne długi wobec ultraprawicowych koalicjantów Ligi Północnej i Sojuszu Narodowego, stwarza zagrożenie dla włoskiej demokracji i wolności. "Propozycja ministra La Russy to krok w stronę stanu wojennego. Dalej są już tylko godzina policyjna, segregacja rasowa i obozy przymusowej pracy dla imigrantów" - straszy w rozmowie z DZIENNIKIEM Giulio Marabini, działacz młodzieżówki Partii Demokratycznej z Bolonii.

Ale przeciętni mieszkańcy patrzą na sprawę zupełnie inaczej. Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie telewizji TG 24, aż 80 procent Włochów popiera decyzje rządu w tej sprawie. Ludzie mają już dość półśrodków, które nie przyniosły żadnych rezultatów, i gotowi są zgodzić się na politykę zera tolerancji wobec nielegalnych przybyszów.

"Nie przesadzałbym z alarmem na temat militaryzacji ulic. Nowa prozycja nie tylko pomoże naprawić stan bezpieczeństwa, ale może stworzy wreszcie szansę na uprzątnięcie Neapolu, gdzie od ponad pół roku na ulicach leżą tony śmieci" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Alessandro Chiaramonte, politolog z Uniwersytetu we Florencji. I zapewnia, że straszenie "drugą Kolumbią" to tylko propaganda lewicowej opozycji.