To kolejna tragedia w życiu małej córeczki Rama Singh Mundy. Sześciolatka niedawno straciła mamę. Ale tata wniósł trochę uśmiechu w jej życie. Znalazł w lesie małego misia. Przyniósł go do domu i zwierzak szybko stał się członkiem rodziny.

Ale ta piękna historia przerodziła się w tragedię. Lokalna gazeta opisała szczęśliwe życie rodziny z Ranim - bo tak nazwano misia. Ram Singh Mund opowiedział, jak znalazł Raniego w lesie. Opuszczonego i wygłodzonego. Zabrał go do domu i przygarnął na stałe. Miś jadł mu z ręki, jeździł z nim na rowerze i bawił się z jego córeczką.

Niestety, gazetę przeczytali też urzędnicy z indyjskiego stanu Orissa. I uznali, że Mund złamał prawo, przynosząc misia do domu. Nie można bowiem oswajać dzikich zwierząt. Na nic się zdały tłumaczenia, że Mund jest analfabetą i nie znał przepisów. Urzędników nie obchodziło też szczęście, jakie Rani przyniósł dotkniętej przez tragedię rodzinie.

Mund został aresztowany, a jego córka wysłana do szkoły z internatem. Raniego najpierw wypuszczono do lasu, ale szybko znalazł drogę powrotną do domu. Wtedy urzędnicy zdecydowali się umieścić go w zoo. Rani z tęsknoty za swoją rodziną odmawia pożywienia. Strażnicy przynoszą mu smakołyki, ale ten nic nie bierze do paszczy.

W obronę Munda zaangażowali się lokalni obrońcy zwierząt. Twierdzą, że nie mógł znać przepisów i kierował się tylko miłością do zwierząt. Chciał jedynie uratować misia. Rani ani nie był bity, ani nie służył do zarabiania pieniędzy. Teraz cierpi w zoo.

"Nie mogę zrozumieć, dlaczego ukarano mnie za uratowanie opuszczonego misia" - żali się Munda. I liczy, że sąd pozwoli mu wrócić do córki i Raniego. Jeśli jednak zostanie uznany winnym, może spędzić za kratami nawet trzy lata.