50 rannych w wybuchu bomby w Mińsku
Prowokacja, zamach czy szczeniacki wygłup? Na miejscu nocnej eksplozji w Mińsku milicja znalazła drugą bombę. Wkrótce po północy, podczas koncertu z okazji Dnia Niepodległości, wybuchł pierwszy ładunek. Na koncercie był prezydent Łukaszenka, ale jemu nic się nie stało. Lekko rannych zostało 50 osób.
- Milicja pałuje białoruskich przedsiębiorców
- Rząd idzie na współpracę z Łukaszenką
- Łukaszenko wyrzucił dyplomatów USA
- USA zamyka ambasadę na Białorusi
- KGB aresztuje dziennikarzy za... rysunek
- Złodziej uratował Nowy Jork przed mafią
- Łukaszenka przyznaje: Mam nieślubnego syna
- Dajmy Białorusi drugą szansę
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mimo eksplozji, nocnego koncertu nie przerwano. Rzecznik Łukaszenki powiedział, że prezydent "w ciągu kilku minut" znalazł się w miejscu tragedii. "Nie został tam długo, żeby nie przeszkadzać w pracy służbom ratunkowym" - wyjaśnił rzecznik.
Zaprzeczył też, by był to zamach na Łukaszenkę. "To nie była próba zamachu na prezydenta" - oświadczył. Wcześniej milicja informowała, że był to "chuligański wybryk" i że wszczęto w tej sprawie śledztwo.
Jeden ze świadków powiedział, że widział rozrzucone nakrętki i śruby. Znaleziono je również w ciałach rannych. Dziś szef MSW Uładzimir Naumau poinformował, że w stolicy jeszcze w nocy znaleziono drugą bombę. "To ułatwi nam śledztwo w sprawie eksplozji w Mińsku" - powiedział.
Według rzecznika mińskiej milicji, spośród 50 rannych ponad 20 zostało odwiezionych do szpitali. Większość poszkodowanych ma obrażenia nóg.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!