Zawieszenie broni? Gruzja: Wciąż nas bombardują
Kilka godzin minęło już od ogłoszenia przez Rosję zawieszenia operacji militarnej w Gruzji, ale Gruzini alarmują: Moskwa wciąż nas bombarduje. Oświadczenie o niszczeniu dwóch wiosek wydał rząd w Tbilisi. Rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew ogłaszając przerwanie walk ostrzegał: "W każdej chwili możemy wznowić ataki". Postawił Gruzji dwa warunki zawarcia pokoju.
- Wojska NATO powinny przystąpić do wojny
- Hakerzy poszli na wojnę z Gruzją
- "Spróbuj fotografować, ty s...synu!"
- Wbrew rządowi prezydent leci do Gruzji
- Bush chwali Kaczyńskiego za odwagę
- Gruzini nie wierzą w zawieszenie broni
- Strzelają do Rosjan radzieckimi rakietami
- Rosja chce przejąć kontrolę nad rurociągami
- 150 tysięcy gardeł skanduje "Gruzja"
- Sikorski "nie upilnował" prezydenta
- Francja: Rosja ma prawo bronić Osetii
- "Bronimy przed Rosją swojej demokracji"
- Gori zbombardowane tuż przed rozejmem
- Rosja chce odtworzyć granice ZSRR
- Patrzę na płonącą Gruzję i płaczę
- Gruzja zbliża nas do tarczy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Pomimo zapewnień rosyjskiego prezydenta, [...] rosyjskie samoloty bombardują dwie gruzińskie wioski poza Osetią Południową" - głosi oświadczenie.
Tymczasem Rosjanie zaprzeczają. "Wstrzymujemy akcję z przyczyn humanitarnych. Gruziński agresor został ukarany" - oświadczył Dmitrij Miedwiediew. Ale zastrzegł od razu: "Akcja może zostać wznowiona w każdej chwili".
Czego w zamian za pokój żądają Rosjanie? "Po pierwsze, wojska gruzińskie powinny wrócić na wyjściowe pozycje i poddać się częściowej demilitaryzacji. Po drugie, musimy podpisać wiążące porozumienie o niestosowaniu siły" - wylicza rosyjski prezydent.
Koniec wojny ogłoszono, gdy do Moskwy z misją pokojową zmierzał prezydent Francji Nicolas Sarkozy, a do Tbilisi - Lech Kaczyński i prezydenci Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy.
Nikt nie ma jednak wątpliwości, że wizyta unijnych polityków jest konieczna. Wyniszczona wojną Gruzja musi teraz zasiąść do stołu negocjacyjnego z Rosją. Nie wiadomo też, co stanie się ze zbuntowanymi prowincjami - Osetią Południową i Abchazją. Tę pierwszą Gruzini chcieli odbić 8 sierpnia. Ta operacja militarna stała się zarzewiem wojny.
Gruzini deklarują, że wyjdą z Osetii Południowej. W zamian oczekują od Rosjan wycofania ich sił do Osetii Południowej. Ale Rosjanie na razie nie zgadzają się na odwrót. Ich wojska stanęły w miejscu. Czekają na dalsze rozkazy.
Wciąż pod znakiem zapytania pozostaje, czy Moskwa nadal będzie domagać się odejścia prezydenta Micheila Saakaszwiliego. Rosyjscy politycy do tej pory otwarcie nazywali go zbrodniarzem wojennym, odmawiając rozmów z przywódcą Gruzji.
Rosjanie nie chcieli złagodzić swych słów nawet po ostrej krytyce prezydenta USA. George W. Bush wytknął Moskwie, że dąży do obalenia demokratycznie wybranego prezydenta niepodległego państwa.
Gruzja przy wsparciu Unii Europejskiej ogłosiła rozejm już w niedzielę. Rosja jednak odrzuciła zawieszenie broni. Postawiła warunek: dopóki gruzińskie siły nie wyjdą z Osetii Południowej, nie ma mowy o zakończeniu walk.
Wczoraj Gruzini rozpoczęli wielki odwrót wojsk. Zgrupowali siły wokół Tbilisi i zaczęli przygotowywać się do obrony stolicy.
Rosjanie skorzystali z tej pośpiesznej ewakuacji. Zajęli miasta Senaki oraz Poti, a jeszcze dziś rano, kilka godzin przed zakończeniem wojny, zbombardowali opustoszałe i zniszczone nalotami Gori. W ataku zginęło wielu cywilów - donoszą korespondenci wojenni.
p
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!