Przez całe dziesięciolecia była zakazanym owocem. Luksusowe auto było przeznaczone tylko dla dygnitarzy drugiego szczebla, dyrektorów fabryk i funkcjonariuszy tajnych służb. Z czasem jej atrakcyjność słabła, a konkurencja z zachodnią motoryzacją powoli ją dobijała. Ale na zawsze pozostanie symbolem.

Zakłady samochodowe GAZ w Gorkim wypuściły wiele modeli tej marki, ale bezwzględnie królową Wołg był jej pierwszy model GAZ-21. Pierwsza zjechała z taśmy montażowej w 1956 roku i od razu zrobiła furorę w bloku wschodnim. Dwa lata później do zachwytów dołączył się też Zachód - samochód zdobył Grand Prix na salonie samochodowym w Brukseli. Podobne wyróżnienie nie stało się udziałem żadnego innego samochodu wyprodukowanego w Związku Radzieckim ani w Rosji. Dziś to już motoryzacyjna prehistoria, ale wtedy! "To było coś. Wołga to brzmiało dumnie" - mówi Władisław Łazarienko z kostromskiego klubu miłośników Wołgi GAZ-21. "To był Mercedes Wschodu" - mówi Patryk Mikiciuk z Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach pod Warszawą.

Jeleń groźny dla życia

Na Zachodzie Wołgę ochrzczono "rosyjskim czołgiem" albo "czołgiem we fraku", ale w demoludach poetyka była zdecydowanie odmienna. Nazywano ją mknącym jeleniem, bo rozwijała zawrotną wówczas prędkość 135 km na godzinę, a na jej masce umieszczono statuetkę prężącego się w skoku jelenia. Producent bardzo szybko zrezygnował jednak z tej ozdoby. "Chodziło o względy bezpieczeństwa. W przypadku potrącenia przechodnia skutki były masakryczne" - tłumaczy Łazarienko. "Sam mam takiego jelenia do dziś. Waży prawie kilogram, nie chciałbym wejść z nim w bezpośredni kontakt" - żartuje.

ZSRR nie byłby ZSRR, gdyby w ciągu pierwszych lat nie przeprowadził kilku modernizacji w imię chlubnego realizowania kolejnych planów produkcyjnych. Niektóre, zwłaszcza kosmetyczne, zmiany miały jednak czysto polityczne przyczyny. Tak było z pięcioramienną gwiazdą umieszczoną na atrapie chłodnicy pierwszych modeli. Ponoć przyczynił się do tego marszałek Georgij Żukow, który jako jeden z pierwszych testował prototyp i skrytykował go za brak nawiązań do zwycięstwa nad faszystami. By im zadośćuczynić, umieszczono tam właśnie gwiazdę. Jest jednak jeszcze inna wersja, która głosi, że pierwsza Wołga gwiazdę zawdzięczała Nikołajowi Bułganinowi, ówczesnemu premierowi ZSRR. "Czyżby nasza Wołga była bezpartyjna?" - miał ponoć zapytać projektantów, którzy czym prędzej umieścili na przodzie samochodu symbol rozwiewający podobne wątpliwości.

Gwiazda szybko jednak zniknęła, a kolejna wersja chłodnicy, już z pionowymi żeberkami i bez żadnych emblematów, otrzymała wśród ludu miano "paszczy rekina".

Wołga Putina

Samochód miał też oczywiście swoją specjalną wersję dla KGB. Była to Wołga GAZ-23. Z zewnątrz oczywiście nic nie zdradzało w niej szpiega. Tajemnica kryła się w środku - w samochodzie zamontowano 8-cylindrowy silnik, zapożyczony z Czajki GAZ-13 - luksusowej limuzyny ministrów i ambasadorów. Oprócz ministerstwa bezpieczeństwa państwowego kilka egzemplarzy trafiło też do kremlowskiego garażu. Niestety pomysł nie okazał się najlepszy. Podrasowany samochód był wprawdzie sporo szybszy, ale z powodu wielkiego silnika - nieco niezrównoważony. Przy gwałtownym hamowaniu rył nosem ziemię i powodował przez to wiele wypadków. Tajniacy szybko zrezygnowali z Wołgi - skonstruowano wszystkiego 603 egzemplarze.

Legendarna "21" do dziś budzi zachwyt, ale głównie kolekcjonerów i pasjonatów. Najsłynniejszym z nich jest bez wątpienia rosyjski premier Władimir Putin, który nieraz z nieskrywaną dumą prezentował światu swoją "21" z 1956 roku. Gdy w 2005 roku prezydent George Bush przyjechał do Rosji na huczne obchody 50. rocznicy zwycięstwa nad faszystami, nie domyślał się nawet, jaką niespodziankę przygotował dla niego ówczesny prezydent. Putin zaprosił Busha na przejażdżkę swoją zabytkową wołgą. Amerykański prezydent z chęcią skorzystał z propozycji i już po chwili sam siedział za kółkiem, podczas gdy rosyjski lider udzielał mu bezcennych wskazówek. Innym razem Władimir Putin przyjechał sędziwym automobilem do Soczi, na uroczystość otwarcia najdłuższego w Rosji tunelu łączącego czarnomorskie wybrzeże z górskim kurortem narciarskim Krasnaja Poliana. Kilka miesięcy temu Putin przekazał swoją wołgę moskiewskiemu muzeum motoryzacji.

Zabytkowe auta można spotkać i w Polsce, chociaż ich właściciele przyznają, że nie nadają się do codziennego użytkowania. "Ciężko się ją prowadzi po mieście, no i pali 20 litrów na setkę" - mówi Bartłomiej Ledzion z Łodzi, który wynajmuje starą wołgę ślubnym parom. Pan Ledzion nie narzeka - chętnych na przejażdżkę radzieckim zabytkiem nie brakuje.

Mieszkanie na kółkach

O ile "21" to już raczej kolekcjonerska rzadkość, jej następczynię Wołgę GAZ-24 produkowaną do 1992 roku wciąż można spotkać na drogach. Choć świetnością nie mogła się równać ze swoją starszą siostrą i pozostawiała sporo do życzenia pod względem technicznym, była najbardziej popularnym modelem, który wyjechał z zakładów w Gorkim. Nieco już przestarzałe krągłości starej Wołgi zastąpiono bardziej nowoczesnym kanciastym designem, ale jej wnętrze w dalszym ciągu było przestronne i niezwykle wygodne.

"Toż to małowymiarowe mieszkanie na kółkach - zachwycał się bohater kultowej radzieckiej komedii <Służebnyj roman> (Służbowy romans). Początkowo była także zarezerwowana dla wybrańców" - kursowała po demoludach w charakterze służbowej limuzyny. Z czasem jednak stała się bardziej dostępna dla mas. W Polsce w swoim czasie jeździć na taksówce Wołdze, to było coś.

"24" wpadła też w oko sekretarzowi generalnemu Leonidowi Breżniewowi, który miał w swoim garażu kilkadziesiąt różnych aut. "Chcę taki samochód, żeby jeździć nim na polowania" - powiedział premierowi Aleksiejowi Kosyginowi. Natychmiast wydano odpowiednie polecenia i tak powstała Wołga GAZ-24-95. W tym celu połączono w jeden dwa modele: "24" i terenowego jeepa GAZ-69.

O "24" krąży legenda podważająca jej rdzennie radzieckie pochodzenie. Podobno tamtejsi projektanci wcale jej nie wymyślili, lecz bezczelnie skopiowali prototyp Warszawy 210, która nigdy nie weszła do produkcji. Po wstępnej prezentacji w zakładach FSO w Żeraniu w 1964 roku samochód zniknął, a zdjęcia prototypu nie było w żadnym z katalogów. Podobno sprawę utajniono, by nie budzić zbytnich skojarzeń z Wołgą GAZ-24, która miała swoją premierę kilka lat później, już jako dzieło radzieckich konstruktorów. "W przypadku radzieckich samochodów często do końca nie było wiadomo, co Rosjanie zaprojektowali sami, a co zapożyczyli - tylko że bez pytania - z zachodnich modeli" - mówi Mikiciuk. "Po prostu kupowali np. forda, rozkładali na części, a potem składali z powrotem, żeby zrozumieć, jak jest skonstruowany. I <wymyślali> własny projekt "- dodaje.

Wołga to Rosja

Przez kilkadziesiąt lat Wołga była przedmiotem westchnień automobilistów zza żelaznej kurtyny i chociaż - zwłaszcza w przypadku młodszych modeli - zdecydowanie ustępowała swoim zachodnim odpowiednikom, stała się symbolem. W XXI wieku gorkowskie zakłady próbowały wskrzesić legendę. Najnowszym projektem była Wołga Siber na licencji Chryslera Sebringa, która miała przywrócić marce dawną świetność. Wszystko jednak wskazuje na to, że jej masowa produkcja zostanie zatrzymana. "Produkcja nie jest opłacalna" - tłumaczą w GAZ. Swoją rolę odegrał też na pewno światowy kryzys finansowy, przez który właściciel GAZ Oleg Deripaska stracił już kilkanaście miliardów dolarów. "Symbol symbolem, ale w biznesie nie ma miejsca na sentymenty. Musi się opłacać, a w przypadku Wołgi tak nie jest" - mówi Siergiej Kanunnikow z magazynu "Za ruliom". "To część historii, to prawda. Więc wstawcie ją do muzeum, gdzie jej miejsce" - komentuje.

Pewne jest jedno - to koniec pewnej epoki i to nie tylko dla automobilistów. "Bo Wołga to - w pewnym metafizycznym sensie - Rosja" - komentował przy okazji przejażdżki Busha jeden z rosyjskich dziennikarzy.