Pierwszy kontakt Baracka Obamy jako prezydenta-elekta USA z Lechem Kaczyńskim i pierwszy poważny zgrzyt. W dodatku to zgrzyt, który echem odbił się nie tylko w polskiej prasie. O rozbieżnościach między relacjami z rozmowy obu prezydentów pisze się także w USA. "Washington Times" na pierwszej stronie publikuje zdjęcia Obamy i Kaczyńskiego wraz z okólnikiem, który wysłano do doradców prezydenta-elekta.

Co napisano w informacji dla doradców ds. polityki zagranicznej Obamy? Nakazano, by "w żadnych okolicznościach nie rozmawiali z prasą, jakimikolwiek zagranicznymi oficjelami albo ambasadami w imieniu prezydenta-elekta Obamy lub jego zespołu ds. transferu władzy". I zaznaczono: "Nie możemy podkreślić z większym naciskiem wagi tej prośby. Byłoby wysoce szkodliwe, gdyby zagraniczne rządy lub media otrzymywały informacje, które mogłyby być przez nich fałszywie zrozumiane jako reprezentujące poglądy prezydenta-elekta".

Tym zagranicznym rządem, o którym mówi się w okólniku, jest przede wszystkim Kancelaria Prezydenta RP. To właśnie ona poinformowała, że w piątkowej rozmowie Kaczyńskiego z Obamą, prezydent-elekt zapewnił, iż "projekt obrony antyrakietowej będzie kontynuowany". Było to duże zaskoczenie, bo wszyscy wiedzą o mocno sceptycznym podejściu nowego prezydenta do tarczy. Przyszły gospodarz Białego Domu zawsze podkreślał, że środki na jej budowę powinny być przyznane dopiero, gdy system zostanie sprawdzony pod kątem niezawodności.

Tuż po tym oświadczeniu szef doradców Obamy zdementował doniesienia kancelarii Kaczyńskiego. "Prezydent Kaczyński poruszył sprawę obrony antyrakietowej, ale prezydent-elekt Obama nie podjął żadnych zobowiązań na ten temat" - oświadczył Denis McDonough.