Długo oczekiwany kongres Partii Socjalistycznej zorganizowany w stolicy Szampanii Reims miał ostatecznie zakończyć impas trawiący partię od kilku miesięcy. Jednak w niedzielę uczestnicy rozeszli się w bynajmniej nie szampańskich nastrojach. Po raz kolejny stanęło na niczym.

"Partia Socjalistyczna stoi przed wielkim dylematem i tak naprawdę wciąż jeszcze nikt nie wie, jakie będzie jego rozwiązanie" - mówi DZIENNIKOWI paryski politolog Claude Fitoussi. Na potężnej niegdyś francuskiej lewicy zwalczają się dziś bowiem dwa prądy: Segolene Royal chce zagarnąć elektorat środka, podczas gdy partyjni decydenci popierający Martine Aubry dryfują coraz bardziej na lewo. Socjaliści mają spotkać się w czwartek, jednak nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy poznamy wówczas nazwisko nowej przewodniczącej. Tymczasem zakulisowe walki trwają.

Niezrażona porażką wyborczą w zeszłorocznych wyborach prezydenckich 55-letnia Royal konsekwentnie pnie się w górę i już szykuje grunt pod powtórną walkę o Pałac Elizejski w 2012 r. Energiczna matka czworga dzieci przez całą kampanię i długo po jej zakończeniu była najbardziej rozpoznawalnym członkiem Partii Socjalistycznej i symbolem walki z prawicą.

Z drugiej strony barykady stoi natomiast córka sędziwego Jacques’a Delors, który przez blisko dziesięć lat przewodniczył Komisji Europejskiej i do dziś cieszy się we Francji dużym szacunkiem. 58-letnia Martine Aubry zapisała się w pamięci Francuzów przede wszystkim decyzją o ustanowieniu 35-godzinnego tygodnia pracy, którą podjęła jako minister pracy w socjalistycznym rządzie Lionela Jospina. Dziś chce przekonać rodaków, że tylko socjalistyczne rozwiązania pomogą w walce z kryzysem. Aubry cieszy się również poparciem lewicowych "słoni" - jak nazywa się we Francji partyjną elitę. Pod jej hasłem "stop Segolene" podpisali się m.in. ekscentryczny mer Paryża Bertrand Delanoe i dotychczasowy pierwszy sekretarz Partii Socjalistycznej, dawny partner Royal Francois Holland. Cała trójka niedwuznacznie daje do zrozumienia, że impulsywność i polityczna pasja atrakcyjnej Segolene to przejaw problemów psychicznych.

Taka brudna kampania może się jednak skończyć dla lewicy kolejną wyborczą katastrofą: utwierdza wyborców w przekonaniu, że prawica Nicolasa Sarkozy’ego nie jest może idealna, ale na pewno bardziej godna zaufania niż pogrążona w chaosie Partia Socjalistyczna. Od kilku tygodni sondaże konsekwentnie wykazują wzrost popularności UMP, w tym również samego prezydenta.