Choć werdykt w sprawie szóstego Algeirczyka wzbudził satysfakcję, to orzeczenie co do pozostałych pięciu poirytowało amerykańska administrację. "Nie zgadzamy się z decyzją sądu, że nie dopełniliśmy obowiązku dowodowego względem pięciu zatrzymanych" - powiedział rzecznik Białego Domu Tony Fratto. Dodał, że decyzje sądu zrewiduje Departament Sprawiedliwości.

Nakazując uwolnienie Algierczyków, Sędzia Richard Leon argumentował, że podejrzanych nie można bez ograniczeń więzić jako "wrogich bojowników". Jego zdaniem, władzom nie udało się udowodnić", że pięciu Algierczyków miało zamiar przedostać się do Afganistanu, żeby walczyć z siłami amerykańskimi, jak głosił akt oskarżenia.

Ale w przypadku szóstego uznał, że można go dalej więzić. Materiał dowodwy był wystarczająco przekonywujący.

Całą szóstkę schwytano w październiku 2001 roku, początkowo pod zarzutem przygotowywania zamachu bombowego na ambasadę amerykańską w Sarajewie, stolicy Bośni i Hercegowiny. Do Guantanamo przetransportowano ich w styczniu 2002 roku.

Od tego czasu strona amerykańska wycofała się z oskarżeń o zamiar zaatakowania ambasady, ale utrzymywała, że dzięki zatrzymaniu mężczyzn udało się zapobiec ich zaangażowaniu w walkę przeciwko USA i ich sojusznikom.

To drugi taki wyrok w ostatnim czasie i porażka administracji prezydenta George'a W. Busha. W październiku sąd nakazał uwolnienie z Guantanamo 17 chińskich Ujgurów. Amerykańska administracja zakwestionowała jednak wyrok, nie chcąc, by Ujgurzy osiedlili się w USA. Żaden inny kraj nie chce ich przyjąć, a w obawie przed represjami nie mogą zostać odesłani do Chin.