Unia nie ma zamiaru faworyzować Ukrainy
Bruksela nie ma zamiaru faworyzować Ukrainy i oferować jej perspektywy członkostwa w Unii Europejskiej. Przygotowany przez Komisję Europejską projekt dokumentu w sprawie - popieranego przez Polskę i Szwecję "Partnerstwa Wschodniego" - przewiduje, że stosunki między UE a Ukrainą, Gruzją i innymi postsowieckimi republikami są jedynie "uzupełnieniem" partnerstwa z Rosją - pisze DZIENNIK.
- Miedwiediew zadowolony z decyzji USA
- Kijów może zapomnieć o Unii
- Łukaszenka ogrzeje Polskę
- PiS: Marszałek Sejmu nie szanuje prezydenta
- Prezydent pojedzie do Azji bez ochroniarza
- Zdobyliśmy 600 mln dla Europy Wsch.
- NATO nie wpuszcza Ukrainy do poczekalni
- Miękkie Partnerstwo Wschodnie
- USA: Przyjąć Gruzję i Ukrainę do NATO
- Kaczyński: Droga Ukrainy wiedzie na Zachód
- Tymoszenko chce do Unii już w 2009 roku
- Kryzys nie może zamknąć nam drzwi do NATO
- Czas zamknąć rachunki krzywd
- Jak doszło do Wielkiego Głodu
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wyklucza też przyjęcie, nawet za kilkanaście lat, do Wspólnoty naszych wschodnich sąsiadów. Takie zapisy są szczególnie bolesne dla Kijowa, który traktował pomysły Warszawy i Sztokholmu jako poważny krok na drodze do integracji z Unią Europejską.
Autorzy projektu zapewniają jednak, że sześć państw, które mają być objęte programem (poza Ukrainą i Gruzją także Armenia, Azerbejdżan, Mołdawia i, jeśli dojdzie do pewnego poluzowania autorytarnego reżimu, Białoruś) mogą liczyć na "pewne korzyści" z "Partnerstwa". W dokumencie, którego treść ujawnił wczoraj portal internetowy "EU Observer", są na przykład zapisy o utworzeniu między Unią a wspomnianymi republikami b. ZSRR jednolitego rynku, w ramach którego obowiązywałoby prawo europejskie. W ten sposób sześć krajów uzyskałoby status, który dziś ma Norwegia, Islandia i Lichtenstein. Ukraińskie czy gruzińskie towary bez przeszkód mogłyby być sprzedawane w całej zjednoczonej Europie, a Ukraińcy i Gruzini mieliby prawo w Unii pracować i świadczyć swoje usługi. Analitycy przekonują, że wiele z tych zapisów może jednak pozostać tylko na papierze.
"To jest tylko teoria. Wystarczy przytoczyć przykład Ukrainy. Jej system sądowniczy i polityczny wciąż jest tak bardzo zsowietyzowany, a gospodarka tak uboga, że w przewidywalnej przyszłości kraj ten nie ma najmniejszych szans dostosowania się do reguł unijnego Jednolitego Rynku" - mówi DZIENNIKOWI analityk Ośrodka Studiów Wschodnich i znawca Ukrainy Tadeusz Olszański.
Dla prozachodniego prezydenta Wiktora Juszczenki najbardziej bolesne jest jednak stwierdzenie, że jego kraj nie zyskał tzw. perspektywy członkostwa w UE. "Zawarcie Układu Stowarzyszeniowego pozostaje bez związku z europejskimi aspiracjami krajów partnerskich" - czytamy w projekcie dokumentu.
"Fakty są takie, że Niemcy i inne kraje zachodnie z trudem stać na sfinansowanie ostatniego poszerzenia Unii o Polskę i inne państwa Europy Środkowej. A fundusze niezbędne na integrację Ukrainy czy Turcji byłyby nieporównywalnie większe" - mówi Katinka Barysch, ekspertka londyńskiego Center for European Reform.
Co więcej, Komisji Europejskiej nie fascynują demokratyczne zmiany przeprowadzone na Ukrainie czy w Gruzji. "Kraje partnerskie nadal muszą stawić czoła wyzwaniom, aby rozwinąć demokratyczne instytucje" - zapisano w projekcie dokumentu.
Komisja nie pozostawia wątpliwości: dla Unii najważniejsze są relacje z Moskwą. "Partnerstwo Wschodnie powinno być traktowane jako uzupełnienie stosunków między UE i Rosją" - uznali autorzy dokumentu, który ma zostać przyjęty przez przywódców "27" w trakcie szczytu w Brukseli 11 grudnia.
"Z perspektywy starych krajów Unii takich jak Niemcy i Francja podstawowa różnica między Rosją a Ukrainą jest taka, że pierwszy kraj ma ropę i gaz, a drugi nie" - komentuje Tadeusz Olszański. Z kolei proszący o zachowanie anonimowości polski dyplomata podsumowuje: "W Paryżu i Berlinie mit rosyjskiego supermocarstwa wciąż jest bardzo żywy".
p
MICHAŁ POTOCKI: Czy jeśli w projekcie dokumentu o Partnerstwie Wschodnim rzeczywiście nie znajdą się zapisy o tzw. perspektywie członkostwa w UE dla Ukrainy, Kijów będzie nim
usatysfakcjonowany?
BORYS TARASIUK*: Chcielibyśmy żeby stosunki unijno-ukraińskie były partnerskie, a nie takie, że Unia Europejska coś przyjmuje, a nam przedstawia do akceptacji. Chcemy, aby proces rozwoju
naszych wzajemnych relacji był dwustronny. Żeby Ukraina miała taki sam wpływ na tworzenie nowych form współpracy jak Bruksela. Nie może być tak, że w Brukseli tworzy się koncepcje wzajemnej
kooperacji bez konsultacji z nami.
A czy Kijów jest zainteresowany statusem na wzór Norwegii - ścisłe partnerstwo, ale bez udziału w instytucjach wspólnotowych i bez formalnego członkostwa?
Powinniśmy podchodzić pragmatycznie do Unii Europejskiej, więc trzeba byłoby się z tym pogodzić. Ale muszę powiedzieć, że - niestety - nie widać w działaniach Unii myśli strategicznej. A
strategia tym się różni od taktyki, że ma wyznaczony ostateczny cel. Myślę, że w końcu UE dojrzeje do stwierdzenia, że takim celem - jeśli chodzi o Ukrainę - jest jej członkostwo we
Wspólnocie. Lepiej, żeby to się stało wcześniej niż później. Z drugiej strony wydaje się, że zgodnie z traktatem amsterdamskim Ukraina już ma perspektywę członkostwa (traktat
amsterdamski mówi, że każdy kraj europejski może być członkiem UE - red.). Nikt w Unii nie chce jednak nazwać rzeczy po imieniu.
Nie jest tajemnicą, że dla niektórych członków UE priorytetowe są stosunki z Rosją, a relacje z Ukrainą i innymi byłymi republikami ZSRR są drugorzędne. Czy jest to poważne
zagrożenie dla aspiracji Kijowa?
Gdy rozmawiamy z naszymi unijnymi partnerami o Rosji, mówimy, że dla wszystkich stron bardzo ważne są dobre, normalne i rozsądne relacje z Moskwą. Ukraina i UE były, są i będą tym
zainteresowane. Rozbieżności pojawiają się w ocenie działań Rosji. My uważamy, że np. postępowanie Rosjan w Gruzji było nie tyle nieproporcjonalną reakcją, ile złamaniem zobowiązań
wobec ONZ - zwyczajną agresją, naruszeniem norm prawa międzynarodowego. Część polityków za granicą uważa jednak inaczej.
*Borys Tarasiuk, poseł ukraińskiego parlamentu, były minister spraw zagranicznych Ukrainy




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!