Choć Miedwiediew nie uważa się za wybitnego znawcę futbolu, to zwykł wykorzystywać takie okazje. Spotykał się już z zawodnikami reprezentacji Rosji po ich sukcesie w piłkarskich mistrzostwach Europy ("sborna" doszła do półfinału) oraz z piłkarzami Zenitu Sankt Petersburg po zdobyciu Pucharu UEFA. "Gdy patrzyłem na mecz, aż chciało mi się wybiec na boisko i samemu zagrać" - mówił wówczas prezydent.

Tym razem szef rosyjskiego państwa z nieukrywaną radością pokopał przez kilka minut futbolówkę na murawie 150-tysięcznego giganta, gdzie grali najwięksi piłkarze w historii tego sportu, tacy jak Pele, Garrincha, Romario i Ronaldo, a w 1950 r. odbył się finał mistrzostw świata, w którym Urugwaj sensacyjnie pokonał faworyzowanych gospodarzy 2:1.

Następca Władimira Putina nie zapomniał też o pamiątce dla swojego 12-letniego synka. Mały Ilia dostanie od taty oficjalną piłkę brazylijskiej reprezentacji.