Opozycja usiłowała uniemożliwić powrót do kraju premierowi Somchaiowi Wongsawatowi, który uczestniczył w szczycie szefów państw Azji i Pacyfiku w Peru. Według szacunków policji na płytę lotniska Suvarnabhumi weszło co najmniej osiem tysięcy ubranych na żółto ludzi. Demonstranci wdarli się m.in. do wieży kontroli lotów. Tajemnicze eksplozje na płycie lotniska poraniły 4 protestujących. W konsekwencji wstrzymanych zostało 78 lotów z i do Bangkoku. Wczoraj rząd Tajlandii rozpoczął ewakuację zagranicznych pasażerów uwięzionych na Suvarnabhumi. Premier Wongsawat wylądował ostatecznie w bazie wojskowej na północy kraju.

W atmosferze politycznego chaosu szef tajskiej armii Anupong Paochinda zaapelował wczoraj do rządu o jak najszybszą dymisję i rozpisanie nowych wyborów. Propozycja wojskowych nie zadowoliła jednak protestujących, którzy zamierzają kontynuować demonstracje. Opozycja oskarża premiera o korupcję, chęć obalenia tajskiej monarchii oraz powiązania z obalonym w 2006 roku szefem rządu Thaksinem Shinawatrą. Przedstawiciele rządu zapowiedzieli, że demokratycznie wybrany premier Wongsawat nie zamierza ustąpić ze stanowiska.