Chaos w Indiach - BBC donosi, że strzały słyszano jednocześnie w szesnastu miejscach Bombaju. Serwis rediff.com informuje, hotel Taj Mahal został odbite z rąk terrorystów. Zakładników uratowała elitarna jednostka indyjskich komandosów. "Żadnych negocjacji z terrorystami. Albo ich zabijemy, albo dorwiemy żywcem" - powiedział szef indyjskiej policji A. N. Roy.

>>> Europa ewakuuje swoich obywateli z Bombaju?

Wciąż nie przejęto kontroli nad hotelem Oberoi, w którym przebywa obywatel Polski. TVN24 podaje, że mężczyzna jest względnie bezpieczny - zabarykadował się w swoim pokoju. Indyjskie służby specjalne wciąż walczą z kilkoma terrorystami zajmującymi hotel.

Tymczasem bilans ofiar wciąż rośnie. Ostatnie doniesienia mówią o 16 zabitych policjantach, w tym kilku wysokich oficerach, m.in. szefie oddziału antyterrorystycznego. Zginęło co najmniej 101 osób, a od 300 do nawet 900 jest rannych.

Agencja AFP podaje, że pośród ofiar śmiertelnych jest co najmniej dziewięciu obcokrajowców. Na razie potwierdzono tożsamość trzech cudzoziemców zabitych przez terrorystów. Wśród nich nie ma obywatela Polski. Zginęli dwaj japońscy biznesmeni i 49-letni Australijczyk. Wśród rannych są Australijczycy, Amerykanie, Hiszpanie, Norwegowie, Kanadyjczycy, obywatele Singapuru i siedmiu Brytyjczyków.

Na ulicach Bombaju panuje chaos. Szkoły w mieście są dziś zamknięte. Władze apelują do mieszkańców, żeby pozostali w domach.

Terroryści koordynują działania przez telefony satelitarne

Dzisiaj wczesnym rankiem muzułmańscy ekstremiści zajęli w Bombaju biura ortodoksyjnej żydowskiej organizacji Chabad-Lubawicz. W biurze chasydzkiej grupy słychać było strzały - pisze agencja Associated Press, powołując się na miejscowe media.

Do ataków przyznało się nieznane ugrupowanie islamskich "Mudżahedinów Dekanu". Do mediów wyciekły pierwsze ustalenia po przesłuchaniu kilku zatrzymanych terrorystów. Okazało się między innymi, że całą akcję przez telefon satelitarny koordynują mocodawcy z Karaczi, jednego z największych miast Pakistanu.

W hotelu Taj Mahal przebywał m.in. polski eurodeputowany Jan Tadeusz Masiel. Poseł wyszedł z hotelu i jest bezpieczny.

W tej chwili nie ma informacji, aby wśród śmiertelnych ofiar zamachów w Bombaju byli Polacy - powiedział rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.

Rzecznik poinformował, że rodziny osób przebywających w Bombaju mogą dzwonić pod numer dyżurny MSZ + 48 22 523 90 09. Pod tym numerem dyżurny MSZ będzie kierował do centrum operacyjnego, gdzie udzielane będą informacje.

Zaczęło się wczoraj po południu

Późnym popołudniem polskiego czasu uzbrojeni w granaty i broń maszynową terroryści jednocześnie zaatakowali siedem miejsc - hotele, stację kolejową, lotnisko, kino i kawiarnię w indyjskim Bombaju.

Według telewizji Sky News, zanim zaczęli strzelać do gości hotelu, upewnili się, czy w holu siedzą zachodni turyści i biznesmeni. Szukali Amerykanów i Brytyjczyków. Potem zaczęła się strzelanina. Bandyci rzucali granatami i ostrzeliwali hotele z broni maszynowej.

Polski eurodeputowany Jan Tadeusz Masiel pojechał do Bombaju razem z misją Parlamentu Europejskiego. Ranny został hiszpański eurodeputowany Ignaso Guardans, który stoi na czele delegacji. Oprócz Polaka i Hiszpana, w delegacji są jeszcze dwaj Niemcy, dwaj Brytryjczycy, Belg i Węgier.

Policja: zawiedliśmy

"Oni odnieśli sukces, my zawiedliśmy" - przyznaje w serwisie rediff.com jeden z oficerów policji. Jego zdaniem, terroryści chcieli pokazać światu, że Indie nie są bezpiecznym miejscem do robienia biznesu. "Sposób, w jaki skupili się na cudzoziemcach - oni chcą, żeby Bombaj przestał być atrakcyjny dla ludzi z zagranicy" - dodaje.