"Czuję się dobrze, jednak mam rozwaloną rękę i jestem zaczadzony. Miałem wybór: albo się udusić albo zejść na dół i zostać zastrzelonym" - tłumaczy Polak dziennikarzom TVN24. Rękę rozciął sobie wybijając szybę - dzięki temu nie udusił się w pokoju, w którym schował sie przed terrorystami.

Relacja ocalonego Polaka jest wstrząsająca: "Było bardzo trudno. Zobaczyłem coś, co będzie mi się śniło do końca życia. (Terroryści) przepędzali ludzi na 18 piętro, a później zaczęli ich rozstrzeliwać, bo coraz bardziej dochodziło do nich to, że będą wystrzelani jak kaczki przez służby specjalne" - mówił mężczyzna.

Teraz Polak pomaga indyjskim służbom specjalnym. Jest przesłuchiwany. Dzięki jego relacjom być może uda się odbić innych ludzi uwięzionych w hotelu.

"Mąż napisał, że razem z innymi jest już bezpieczny" - potwierdziła żona Polaka, która od wybuchu zamachu wczoraj wieczorem kontaktuje się z mężem SMS-ami. "Jestem bardzo szczęśliwa" - dodaje.

>>> Krwawa masakra w Bombaju

Żona Polaka dodaje, że w hotelu Oberoi jest jeszcze bardzo wielu gości zabarykadowanych w pokojach. "W swoim SMS-ie mąż napisał, ze na korytarzach leży bardzo dużo trupów" - mówi.

"Też potwierdzam - Polak został uwolniony od bezpośredniego zagrożenia" - mówi konsul generalny RP w Bombaju Janusz Byliński.

Indyjskie siły specjalne uwolniły też Polkę uwięziona w hotelu Taj Mahal.

Charge d'affaires ambasady RP w New Delhi Piotr Opaliński powiedział dziennikowi.pl, że oba hotele nie zostały jeszcze oczyszczone z terrorystów. "Akcja się nie skończyła. Indyjskie media podają liczbę 6 zabitych cudzoziemców. Służby bezpieczeństwa zastrzeliły 9 terrorystów, a pięciu kolejnych schwytano. Trójce udało się uciec" - mówi. I dodaje, że niedobitki wciąż walczą z komandosami w hotelach Oberoi i Taj Mahal. W tym pierwszym przebywa jeszcze około 100 gości.

Rośnie za to liczba zabitych. Odnajdywane są kolejne ciała osób rozstrzelanych w hotelach. W tej chwili bilans tragedii to ponad 120 zabitych osób.