Komuniści zjechali się do Moskwy, bo Ziuganow zaprosił ich na 13. zjazd Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF). Jednak wszyscy wiedzą, że to pretekst. Goście z 83 zagranicznych partii (w tym z Komunistycznej Partii Polski) nie przychechali, by rozmawiać o kondycji rosyjskich komunistów, lecz o tworzeniu zrębów nowej międzynarowdówki.

Ziuganow mówił dziś do nich, że zbliża się sądny dzień dla klasy panującej w Rosji. "Nieuchronnie powstanie sytuacja rewolucyjna. Kluczowe znaczenie będzie wtedy miało to, kto stanie na czele przemian" - grzmiał Ziuganow, który kreował się w ten sposób na lidera na miarę jego "wielkich" poprzedników.

"Zburzenie spekulacyjnego rynku finansowego, to moment zwrotny. Powrotu do starego systemu nie będzie. Na fali kryzysu tonie ten model społeczeństwa, który starannie narzucano całemu światu" - mówił Ziuganow.

Warto dodać, że rewolucyjne nastroje są też w rosyjskiej armii. To o tyle niebezpieczna sytuacja, że pucz wojskowy mógłby być sygnałem dla ludzi chcących komunistycznych przemian w Rosji. Gazeta "Kommiersant" pisze, że oficerowie buntują się przeciwko zmianom w strukturach armii, która ma być mniej liczebna.

Sprawa jest poważna, bo Ziuganow jest jednym z nielicznych polityków, który popiera buntowników. Podobnie jak starym generałom, marzy mu się wielomilionowa armia, która "zaprowadzi ład" w regionie. To dlatego ostatnią wojnę w Gruzji Ziuganow uznał za bardzo dobre posunięcie Kremla. Zdaniem komunisty, Rosja odbudowała w tym konflikcie - jak to nazwał - swój autorytet.