USA stawiają na antytalibską partyzantkę
Amerykanie postanowili przerzucić ciężar walki z talibami w Afganistanie na lokalne plemiona i milicje. Uzbrojeniu plemiennych grup mocno sprzeciwiał się do tej pory premier Karzaj. Bał się, że potem może wybuchnąć wojna domowa. Ale Waszyngton na razie myśli tylko o talibach. Nad przyszłością Afganistanu jeszcze się zastanowi.
- Viagra w nagrodę za zdradę w Afganistanie
- Pentagon chce 70 mld dolarów na wojny
- Raport: talibowie coraz silniejsi
- NATO płaci talibom
- NATO odcięte od dostaw z Pakistanu
- Odsiecz z Pakistanu w polowaniu na talibów
- Polacy boją się zabijać talibów
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W latach 80. Amerykanie stawiali na kogo tylko się dało, by wyprzeć z Afganistanu radzieckie wojska. Hojne wsparcie doprowadziło wtedy do powstania dobrze uzbrojonej i wytrenowanej armii arabskich mudżahedinów. Po upadku ZSRR zasilii oni światową siatkę terrorystyczną. A Afgańczycy wciąż jeszcze często walczą z wojskami NATO używając amerykańskiego uzbrojenia.
>>>NATO płaci wszystkim. Talibom też
Takie doświadczenie nie zniechęciło jednak Amerykanów przed zastosowaniem nowej taktyki w Afganistanie. Według "Wall Street Journal" armia USA chce uzbroić lokalne afgańskie milicje i grupy plemiennych bojowników, by to one wzięły na siebie ciężar walki z talibami.
"Afganistan jest od wieków znany jako kraj, gdzie lokalne wspólnoty potrafiły zadbać o siebie" - powiedział amerykański ambasador w Kabulu William Wood. "W talibów można więc uderzyć przez wzmocnienie tych wspólnot, tak by mogly bronić swoich wiosek, pól, miast i dolin" - dodał.
>>>Polacy boją się zabijać talibów
Pierwsza lokalna milicja z amerykańskim i rządowym wsparciem powstanie w prowincji Wardak we wschodnim Afganistanie. Jeśli okaże się sukcesem, to - według "Wall Street Journal" - podobne siły będą powstawać w innych częściach kraju od początku przyszłego roku.
Amerykanie przenoszą w ten sposób do Afganistanu taktykę, która niedawno sprawdziła się w Iraku. Przeciągnięcie na stronę rządu dziesiątek tysięcy sunnickich bojowników ogromnie poprawiło bezpieczeństwo w kraju.
>>>Talibowie są coraz siliniejsi
Ale premier Hamid Karzaj bardzo długo przeciwstawiał się amerykańskiemu pomysłowi. Bał się, że uzbrojenie lokalnych plemiennych grup poważnie osłabi kontolę rządu nad trudno dostępnymi rejonami kraju. Co więcej, po pokonaniu talibów uzbrojone plemiona mogą zacząć się atakować nawzajem. Taki konflikt byłby trudny do opanowania.
To jednak nie niepokoi Amerykanów. Ich wypowiedzi mogą za to zastanowić Karzaja. Według głównodowodzącego amerykańskiej armii Mike'a Mullena rola centralnego rządu w Kabulu mogła być "przeceniona". "Jego rola w przyszłości będzie musiała być jeszcze ustalona" - dodaje.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!