To mocne zaostrzenie stanowiska Gazpromu. Jego dotychczasowa propozycja obejmowała podwyżkę ceny gazu ze 179,5 dolarów za 1000 m sześciennych do 250 dolarów przy niezmienionej opłacie tranzytowej. Za każde 1000 m sześciannych paliwa na odcinku 100 kilometrów Gazprom płaci 1,7 dolara.

>>>Ukraina odcięta od gazu

Ale wyliczenia Ukraińców były inne. "Według naszych obliczeń (...) cena rosyjskiego gazu dla Ukrainy powinna wynosić 201 USD za 1000 m sześciennych, a stawka jego tranzytu przez terytorium Ukrainy nie powinna być niższa niż 2 USD za 1000 m sześc. na odcinku 100 kilometrów" - napisali w specjalnym oświadczeniu prezydent Wiktor Juszczenko i premier Julia Tymoszenko.

Wtedy ostro zareagował rosyjski gigant. Szef Gazpromu Aleksiej Miller w programie telewizyjnym "Wiesti" zapowiedział, że skoro Kijów odrzuca kompromisowe rozwiązanie, gaz będzie dostarczany od stycznia Ukrainie po cenach rynkowych - 418 dolarów za 1000 m sześciennych.

>>>Talaga: Kijów nie wykaraska się z gazowych kłopotów

Ustalenie ceny za gaz w nowym kontrakcie to jedno. Pozostaje jeszcze zwrot długów za paliwo dostarczone w listopadzie i grudniu. Ukraina twierdzi, że w pełni uregulowała długi wynoszące 1,6 mld dolarów. Ale Gazprom doliczył do tego jeszcze 400 mln dolarów odsetek za spóźnienie.

Juszczenko zapowiedział, że konflikt z Gazpromem nie wpłynie na tranzyt gazu do Europy. Ale już w kilka godzin po zakręceniu kurka dla Ukrainy spółka Naftohaz poinformowała, że ograniczyła tranzyt o 21 mln metrów sześciennych na dobę. To tak zwany gaz technologiczny, który służy do podtrzymania przesyłu do Europy. Ukraińcy twierdzą, że nie mają obowiązku utrzymywania tranzytu i Gazprom ma dostarczyć ten gaz.