Armie Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Irlandii - krajów, które jako pierwsze ucierpiały z powodu załamania się światowych finansów - przeżywają obecnie prawdziwe oblężenie. Hiszpańska piechota, marynarka i lotnictwo są wprost zalane aplikacjami kandydatów na rekrutów. "W zeszłym roku niemal 80 tys. ludzi zgłosiło się do wojska" - pisze dziennik "El País", powołując się ministerstwo obrony. To wzrost o prawie 100 proc. w porównaniu z 2007 r.! Podobnie jest w Irlandii. "Nasza armia jest oblegana. W zależności od pozycji o jedno miejsce stara się nawet do 28 osób. A będzie jeszcze więcej bo zainteresowanie wciąż rośnie" - mówi DZIENNIKOWI kapitan Pat O’Connor.

Wojskowi nie mają jednak złudzeń: armia staje się popularna nie dlatego, że młodzi ludzie poczuli przypływ uczuć patriotycznych. Wszystko przez kryzys gospodarczy i coraz większe trudności ze znalezieniem pracy. "W takich okolicznościach wojsko jawi się jako pewny i przewidywalny pracodawca" - mówi O’Connor.

Jego słowa potwierdzane są przez statystyki. W Hiszpanii większość aplikacji wpłynęła w drugiej połowie 2008 r., czyli w czasie, gdy kryzys dał już się ostro we znaki. Bezrobocie w tym kraju wynosi już 12 proc. i jest niemal dwukrotnie wyższe niż średnia europejska. W uchodzącej dotychczas za tygrysa gospodarczego Irlandii bezrobocie osiągnęło najwyższy od dekady poziom niemal 8 proc.

Podobna "miłość do armii" odżyła również w innych krajach Europy i na świecie. W Polsce do służby zgłosiło się 20 tys. osób - o wiele więcej niż potrzeba, by zasilić szeregi budowanej obecnie armii zawodowej. "Nie dziwię się, że młodzi ludzie coraz częściej wybierają służbę wojskową" - mówi DZIENNIKOWI Paul Smyth, brytyjski analityk wojskowy z 25 letnim stażem w RAF (brytyjskie siły powietrzne - red.) "Armia ma wiele atutów: pensja nie jest zła, żołnierze mają zapewniony bogaty pakiet socjalny oraz wczesną emeryturę i pewność, że nie pójdą na bruk jak bankierzy z londyńskiego City" - dodaje.

Ale kryzys finansowy to nie jedyny powód powiększania się grona rekrutów. Eksperci zwracają również uwagę na dostrzegalny w Europie trend poprawiania się wizerunku żołnierza i armii jako instytucji w ogóle. W niektórych państwach jak Polsce czy Hiszpanii związane jest to z niedawną profesjonalizacją armii i odejściem od obowiązkowej służby zawodowej. W Wielkiej Brytanii z kolei ma to związek z większym zaangażowaniem się tamtejszych wojsk w konflikty międzynarodowe. "Od kilku lat zauważamy rosnące zainteresowanie opinii publicznej działalnością British Army. Ludzie zaczynają być z niej dumni, a powracających z misji żołnierzy witają w miastach odświętne parady na ich część, rzecz zupełnie nie do pomyślenia jeszcze parę lat temu" - mówi Smyth. "Większa świadomość społeczeństwa w tych sprawach przekłada się zwykle na wzrost liczby chętnych" - podsumowuje.