Wstrząsy o sile 6,1 w skali Richtera były najsilniejszymi w tym regionie od 150 lat. Epicentrum kataklizmu znajdowało się 35 km na północny zachód od San Jose – stolicy Kostaryki.

W budynkach popękały ściany, a szyby wypadały z okien. W miastach wybuchła panika. Tysiące mieszkańców Kostaryki uciekły z swoich domów w obawie przed zawaleniem.

Jak powiedział rzecznik miejscowego Czerwonego Krzyża, Luis Guzman, w znanym regionie turystycznym w okolicy wodospadu La Paz ogromne masy ziemi osunęły się ze zboczy wulkanu Poas. Pod tonami błota zginęło 10 osób. Ratownicy przeczesują rejon w poszukiwaniu ocalałych. Rząd usiłuje wynająć prywatne helikoptery, żeby wydostać uwięzionych w parku narodowym turystów, kataklizm zniszczył bowiem wszystkie drogi dojazdowe do tego regionu.

Trzęsienie dotknęło w szczególności prowincje Alajuela i Heredia na północy kraju. Sspowodowane przez nie lawiny błotne odcięły od świata około 1200 osób.