Kto wygrał wojnę gazową?
Nie ma ceny rynkowej na gaz, jest cena Gazpromu. Dziennik.pl rozmawia z rosyjskim ekspertem i byłym doradcą Borysa Jelcyna Michaiłem Dieliaginem.
- Wojna o gaz: Tymoszenko spotka się z Putinem
- Europejska pałka w rękach Rosji
- Tranzyt gazu musi być niezależny od Kijowa
- Juszczenko zapłaci głową za gaz?
- Gaz znów nie płynie. Kurki zakręcił Kijów
- Oto cele Unii pod polskimi rządami
- "Rosja podzieli los Związku Sowieckiego"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
ARTUR CIECHANOWICZ: Czy Rosjanom udało się przekonać Europę Zachodnią, że Ukraina nie jest przewidywalnym krajem tranzytowym i że należy budować gazociągi, które będą ją omijać?
MICHAIŁ DIELAGIN*: Udało. Europa się wystraszyła i na pewno będzie szukać sposobów, żeby ominąć Ukrainę. Pamiętajmy jednak o jednym. W tej chwili Rosji nie opłaca się budowanie ani Gazociągu Północnego, ani Południowego. Popyt w Europie na surowiec z powodu kryzysu jest zbyt niski, żeby inwestycja się zwróciła. I na pewno nie nastąpi to w najbliższych latach.
Czy Rosja w ogóle miałaby dość gazu, żeby utrzymywać dwa dodatkowe szlaki przesyłowe?
Raczej nie. Mamy co prawda ogromne złoża pod Morzem Ochockim i na Zachodniej Syberii, ale ich eksploatacja jest za droga.
Może to właśnie była przyczyna wojny gazowej? Gazprom nie może się wywiązać ze swoich zobowiązań i żeby to ukryć, zakręca kurek.
Na pewno nie. Brak surowca - jak za Stalina - na początku odczuliby sami Rosjanie, a dopiero w ostateczności Europa. Gazpromowi po prostu opłaca się eksport, a nie sprzedaż na rynku
wewnętrznym. Jego strategią będzie teraz podnoszenie cen gazu dla odbiorców zagranicznych.
Dlatego rosyjski monopolista chce jak najszybciej zmusić Ukrainę do płacenia rynkowej ceny?
Nie ma czegoś takiego jak rynkowa cena na gaz w tej części świata. W rurze z Rosji do Europy płynie rosyjski surowiec i to Gazprom decyduje, jaka będzie jego cena. To nie jest cena rynkowa,
tylko cena Gazpromu.
Czy Gazpromowi uda się zmusić Kijów, żeby płacił 450 dolarów za tysiąc metrów sześciennych?
Nie ma takiej możliwości. Ukraina po prostu nie ma takich pieniędzy. Jej gospodarka spada w otchłań bez dna i nie wiadomo, kiedy się zatrzyma. Z drugiej strony Rosja nie ma żadnego
ekonomicznego środka nacisku na Kijów, bo Naftohaz zgromadził rezerwy, które mogą mu wystarczyć nawet na półtora roku. Ukraina w tym momencie nie tylko nie jest zależna od Rosji, ale może
nawet sprzedawać surowiec na Zachód za bajońskie sumy.
Kto zapłaci kary za przerwy w dostawach gazu do Europy?
Zgodnie z umową o tranzycie, jaką mamy z Ukrainą, powinien to zrobić Naftohaz. Ale dam sobie uciąć rękę, że nie zapłaci ich nikt.
* Michaił Dielagin: moskiewski ekonomista, były doradca prezydenta Borysa Jelcyna ds. gospodarczych
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!