Bułgaria odwraca się od Moskwy
Bułgaria rewiduje swoje stosunki z Rosją. Boleśnie dotknięty kryzysem gazowym kraj chce uniezależnić się od dostaw Gazpromu. Ale także zdecydowanie zorientować swoją politykę na Zachód.
- Wojna o gaz: Tymoszenko spotka się z Putinem
- Juszczenko zapłaci głową za gaz?
- Rosyjski gaz już nie płynie przez Ukrainę
- Ponad połowa Unii odcięta od gazu
- Bułgarzy nie będą już kupować głosów?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To może okazać się dla Kremla najboleśniejszym skutkiem trwającego od dwóch tygodni kryzysu energetycznego. Bułgaria, najbiedniejszy kraj Unii Europejskiej, była do tej pory także najbliższym sojusznikiem Rosji we Wspólnocie. Oba państwa łączy alfabet, prawosławna religia, a także historia - wedle oficjalnej jej wersji Bułgarzy zostali wyzwoleni przez Rosjan nie tylko od Turków, ale także od Niemców pod koniec II wojny światowej.
Jednak kryzys gazowy radykalnie zmienił sposób postrzegania przez Bułgarów Rosji. Żaden kraj w Unii nie ucierpiał tak bardzo na przerwaniu dostaw gazu, jak właśnie Bułgaria. W reportażu z Sofii "New York Times" opisuje los marznących w nieogrzewanych domach staruszek i walczących o życie noworodków w szpitalach stolicy, którym przerwano dostawy gazu. Wszystko dlatego, że Bułgaria jest zasilana w gaz tylko z jednego źródła: gazociągiem biegnącym przez Ukrainę z Rosji. Kryzys doprowadził także do załamania i tak już borykającej się z kryzysem gospodarki. Rząd musiał nakazać wstrzymanie produkcji przez setki zakładów, aby oszczędzić gaz dla najbardziej potrzebujących.
Przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi opozycja gromi władze za doprowadzenie do sytuacji, w której Bułgaria nie miała technicznej możliwości uzyskania wsparcia od swoich zachodnich partnerów. "Musimy ukarać tych, którzy powinni byli ostrzec przed nadciągającą katastrofą, zaczynając od szef służb specjalnych, a także ambasadorów w Moskwie i Kijowie" - grzmiał wczoraj były premier i lider opozycyjnej partii DSB, Iwan Kostow.
Rząd postanowił przystąpić do działania. Na początek zwrócił się do Brukseli o pomoc w budowie rurociągów, które połączą Bułgarię z systemami przesyłowymi Grecji i Rumunii. 115-kilometrowy gazociąg do Grecji i dalej Turcji, który ma kosztować 125 mln euro, pozwoli Sofii na sprowadzenie surowca z Azerbejdżanu. Tańsze połączenie z Rumunią ma natomiast umożliwić Bułgarom dostęp do dostaw gazu z Norwegii.
Nie koniec na tym. Bułgaria wystąpiła także do Komisji Europejskiej o ćwierć miliarda euro, aby rozbudować magazyny gazu. Dzięki temu w razie ponownego wstrzymania dostaw ze wschodu kraj ma mieć wystarczająco dużo czasu, aby otrzymać pomoc od innych państw Unii.
"Ta inicjatywa i tak obecnej ekipie rządowej nie pomoże. Z powodu kryzysu Socjaliści przegrają wybory, a nowy rząd zdecydowanie przeorientuje swoją politykę w kierunku Europy Zachodniej i Waszyngtonu. Rosja sądzi, że ma Bułgarię w kieszeni, ale tym razem przeliczyła się" - uważa Aleksander Bożkow, dyrektor Centrum na rzecz Rozwoju Gospodarczego w Sofii.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!