Prokurator Christian Du Four ujawnił, że Kim D. mieszkał samotnie w odległości 30 km od żłobka. Nie był dotąd karany. Kiedy go zatrzymano, miał przy sobie nóż, toporek, atrapę pistoletu i był ubrany w kamizelkę kuloodporną. Na miejscu zbrodni znaleziono jeszcze dwa noże.

"Nie wiemy, jakie były jego motywy. Nic nie mówi. (...) Jest bardzo bierny" - powiedział Du Four, dodając, że Kim D. stanie przed sądem we wtorek.

"To był horror i kompletny chaos" - opowiadali świadkowie piątkowej tragedii w Dendermonde. Napastnik z czarno-białym makijażem wtargnął nagle do przedszkola i w dzikim szale dźgał zarówno dzieci, jak i broniących je opiekunów. Próbował uciekać z miejsca masakry na rowerze. Na szczęście daleko nie ujechał.

Pod nożem szaleńca padły trzy ofiary: dwoje dzieci i kobieta, która zmarła w szpitalu.