Opublikowane nazwiska to zaledwie mała część listy, którą administracja prezydencka przygotowywała od lipca ubiegłego roku. W sumie znalazło się na niej 1211 osób: urzędników, naukowców i biznesmenów. Dmitrij Miedwiediew będzie ich obsadzał w podległych sobie ministerstwach oraz urzędach gubernatorskich. Nie ma w tym nic dziwnego - uspokaja prezydent. "Znaczy to tylko tyle, że będziemy prowadzić proces rotacji kadr" - mówił ostatnio Miedwiediew.

Według "Niezawisimej Gaziety" lista oznacza jednak wyrok na ludzi z otoczenia byłego prezydenta Władimira Putina. Obecny szef rządu przez wiele lat budował swoistą pajęczynę i obsadzał wszelkie możliwe stanowiska wiernymi sobie ludźmi, z którymi wcześniej współpracował w administracji miejskiej Petersburga i KGB.

Zdaniem rosyjskiego dziennika "Wiedomosti" czystka wśród tzw. petersburskich czekistów zacznie się już w marcu. Na pierwszy ogień pójdą ministerstwa edukacji, rozwoju gospodarczego i bank centralny.

Szef kremlowskiej kancelarii Siergiej Naryszkin zapewnia, że przy kompletowaniu "prezydenckiej sotni" liczyły się przede wszystkim kompetencje przyszłych urzędników. Cały sztab ekspertów miał sprawdzać, czy spełniają oni wysokie wymagania, jakie stawia się członkom drużyny Miedwiediewa. Chodzi m.in. o umiejętności w zarządzaniu wielkimi zespołami ludzi, profesjonalizm, doświadczenie oraz nieposzlakowaną opinię wśród współpracowników.

Komentatorzy jednak z przekąsem wypowiadają się o gwarancjach Naryszkina. "Nie trzeba być jasnowidzem, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że kryterium rozstrzygającym przy wpisaniu na listę jest lojalność wobec Miedwiediewa i jego środowiska. Logika działania jest identyczna jak przy poczynaniach Władimira Putina. Chodzi po prostu o to, żeby na każdym szczeblu władzy mieć oddanych i wdzięcznych sobie ludzi" - mówi nam Julia Łatynina, publicystka radia Echo Moskwy. Zdaniem Łatyninej jest to tylko kolejny sygnał, że protegowany Putina wymyka się spod kontroli swojego patrona i coraz odważniej gra na własną rękę. Wcześniej rozpoczął cichą wojnę z Aleksiejem Kudrinem, ministrem finansów uznawanym za skarbnika Putinowskiej koterii. W ostatnią niedzielę natomiast Dmitrij Miedwiediew rozpoczął serię wystąpień telewizyjnych, które mają usprawiedliwić bezradność prezydenta wobec kryzysu i całą odpowiedzialność za ewentualną katastrofę zawczasu przypisać premierowi. Zdaniem Witalija Portnikowa, ukraińskiego publicysty zajmującego się Rosją, wojna na szczytach władzy nad Wołgą od początku powstania duetu Miedwiediew - Putin była nieunikniona. Gospodarcze trudności tylko ją przyspieszyły.

"Dmitrij Miedwiediew musi działać szybko i zdecydowanie - żąda tego środowisko biznesmenów i prawników, z którym jest związany" - mówił w rozmowie z nami Portnikow. "W momencie, kiedy zaczyna brakować pieniędzy, nie ma miejsca dla dwóch stronnictw przy karmniku, jakim jest rosyjska władza" - dodaje.

Witalij Portnikow:

Od początku mówiłem, że rozwód Putina z Miedwiediewem będzie procesem długim. Przede wszystkim ze względu na charakter prezydenta: to człowiek pasywny. Taki, który w odróżnieniu od Putina nie chce się uczyć władzy ani z niej korzystać. Jednak sytuacja gospodarcza zmusza go do konfrontacji z Putinem. Zarówno za jednym, jak i za drugim stoją różne koterie, które teraz domagają się od swoich nominalnych przywódców zniszczenia konkurenta. Obaj jednak obrali taktykę, która polega na czekaniu, aż kryzys finansowy pogrzebie przeciwnika. Prawda jest taka, że pogrzebie on cały układ. Zarówno Dmitrij Miedwiediew, jak i Władimir Putin potrafią rządzić w czasach koniunktury. Kiedy nadchodzi kryzys, są zupełnie bezradni. Gdy w Rosji skończą się rezerwy walutowe i ludzie przestaną dostawać wypłaty, to zorientują się, że byli oszukiwani przez kilka ostatnich lat. Za 2 - 3 miesiące władza upadnie.

Boris Reitschuster:

Nazwałem kiedyś Putina nagim królem, któremu media uszyły szaty. Na kryzys ma on więc jeden niezawodny sposób: wynająć więcej krawców, którzy nadal będą szyć te szaty. Putin i Miedwiediew to kapitanowie żeglugi bezpiecznej - doskonale sobie radzą, kiedy ceny na surowce są wysokie i mają pieniądze, by nimi zamykać usta niezadowolonym. A w chwili kryzysu panikują. Rosja przypomina NRD w końcowej fazie. Niby wszystko trzyma się mocno, ale to tylko złudzenie, bo system jest przeżarty od środka i wystarczy małe tąpnięcie, by runął.

Witalij Portnikow - ukraiński publicysta zajmujący się Rosją

Boris Reitschuster - niemiecki pisarz i korespondent. Od kilkunastu lat mieszka w Rosji