Mgła tajemnicy okrywa operacje amerykańskich służb specjalnych w Pakistanie. Według dziennika "The Times" CIA potajemnie wykorzystywała bazę lotniczą w tym kraju do wystrzeliwania bezzałogowych samolotów i przeprowadzania ataków na pozycje talibów w Pakistanie. Posiadanie lotniska umożliwiałoby Amerykanom zdobycie danych wywiadowczych i przeprowadzenie ataku w ciągu kilku minut oraz sięgnięcie głębiej na terytorium wroga. Waszyngton zaprzecza tym doniesieniom.

"Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że armia Stanów Zjednoczonych nie stacjonuje w Pakistanie” - oświadczył rzecznik ambasady USA w Pakistanie. Odmówił jednak komentarza na temat działań CIA.

Amerykanie korzystali z lotniska Szamsi podczas inwazji na Afganistan w 2001 r. W 2006 r. rząd Pakistanu ogłosił, że wojska USA opuściły Szamsi i dwie inne bazy. Jednak strona internetowa Centrum Obronnego Wsparcia Energetycznego - agencji dostarczającej paliwo dla Pentagonu - pokazuje, iż cywilna spółka Nordic Camp Supply (NCS) miała zakontraktowaną dostawę wartego 3.2 mln dolarów paliwa z pakistańskich rafinerii w Karaczi właśnie na lotnisko w Szamsi.

Według rzecznika ambasady USA lotnisko w Shamsi "nie było ostatecznym celem" dostawy. Ale według "The Times" paliwo dostarczono w zeszłym roku, gdy Stany Zjednoczone nasiliły ataki bezzałogowych samolotów na rządzone przez mozaikę plemion tereny w Pakistanie i zabiły kilku znaczących talibów oraz wielu cywili. Firma NCS potwierdziła dostawę paliwa do Szamsi, ale odmówiła podania szczegółów.

Pakistańskie władze i rząd amerykański konsekwentnie zaprzeczają, by Waszyngton przeprowadzał tajne operacje wojskowe na pakistańskim terytorium. Islamabad niechętnie wpuszcza na swe terytorium jakiekolwiek wojska, nawet sojusznicze. Istnienie tajnej amerykańskiej bazy obnażyłoby hipokryzję rządu, który wielokrotnie domagał się zaprzestania amerykańskich ataków na północne terytoria plemienne. Według Pakistańczyków spowodowały one setki ofiar i wzmogły nienawiść do Ameryki.