Borys Bierezowski
rosyjski oligarcha mieszkający w Londynie

Wcale mnie nie dziwi, że wasza waluta tak straciła na wartości. Słabnie każdy pieniądz, który nie nazywa się euro albo dolar. Nawet legendarny brytyjski funt ma kłopoty. Co ciekawe, słabość waszej waluty nie wynika wcale ze słabości polskiej gospodarki.

Dlaczego złoty słabnie? Gospodarki poszczególnych obszarów walutowych w różnym tempie spowalniają. Właśnie z tego wynika chwiejność kursów. Kiedy to się skończy? Wtedy kiedy realne sektory gospodarek przestaną pikować. Najpierw odbiją się Stany Zjednoczone. Polska nieco później.

Jeśli chodzi o sposób ratowania złotego przyjęty przez polski rząd: uważam, że wprowadzenie wolnego handlu walutą europejską pozwoli przywrócić równowagę między sztucznymi różnicami kursów. Wprowadzi bardziej rynkowe i mniej spekulacyjne stosunki między tymi dwiema walutami. Niektórzy porównują w tym momencie Polskę i Rosję. Zestawienie takie jest zupełnie nietrafione. Wy przyznaliście, że jest źle i po prostu wprowadziliście do obiegu euro, które dostaliście z UE i które trzymaliście na czarną godzinę. Zrobiliście to względnie dyskretnie. Bez szczegółowego informowania spekulantów. Kreml natomiast obiecywał i ciągle obiecuje, że nie będzie dewaluacji i że wszystko jest w porządku. W tym samym czasie, rzucając ogromne partie dolarów na rynek, przyczyniał się do tego, że inwestorzy za wszelką cenę chcieli je wykupić. Skończyło się tym, że rynek zalano rublami i jeszcze bardziej osłabiono walutę. Polsce to nie grozi.

p

Richard Vedder
profesor Uniwersytetu w Ohio

Nie ma mowy, by na dłuższą metę interwencja rządu w ratowanie waluty poprzez ingerencję na rynku była skuteczna. O ile dziś złoty mógł się nieco odbić od dna, to jutro z zupełnie nowych powodów może spaść, a rząd tylko realnie straci na wartości sprzedanych środków, które pozyskał z Unii.

Nie przypominam sobie w tym momencie sytuacji, w których ewidentna interwencja rządu lub banku centralnego w rynek waluty ustabilizowała ją na dłuższy czas. Konserwatywna postawa w takich sytuacjach zawsze wychodziła na dobre. Z kolei snucie domysłów, że agencja ratingowa Standard & Poor działa w zmowie ze spekulantami z agresywnych funduszy w celu osłabienia walut środkowoeuropejskich, jest absurdalne. Może prościej jest zwyczajnie uwierzyć, że czekające Polskę spłaty zadłużenia rzeczywiście są nad wyraz dużym obciążeniem?

Ale chciałbym też powiedzieć inną rzecz, a w zasadzie odwrócić problem. Tak niska cena złotego to jest świetny moment na pobudzenie eksportu i gromadzenie kapitału w kraju. Tania produkcja z Polski może naprawdę pchnąć jej gospodarkę do przodu. To także rewelacyjna okazja do przyjęcia euro - ceny na polskim rynku w ramach całej Unii będą tak konkurencyjne, że wszyscy będą tu przyjeżdżać na zakupy.

p

Edward F. Stuart
amerykański ekonomista

Ratowanie waluty przed atakiem spekulacyjnym można porównać do zachowania lekarza, który próbuje uratować życie ludzi w środku śmiertelnej epidemii. Doskonale wiadomo, co się dzieje, ale nie można nic zrobić. Bo na atak spekulacyjny na walutę po prostu nie ma jednej dobrej recepty.

Oczywiście rządy starają się walczyć. Zazwyczaj podnoszą stopy procentowe, aby zatrzymać kapitał w bankach. To jednak ostatecznie przyczynia się do wzrostu bezrobocia. W czasie kryzysu to spory koszt.

Inny sposób to zwiększenie podatków i obcięcie wydatków w ramach polityki fiskalnej. To też jest trudne, ponieważ gospodarki znajdują się zazwyczaj w złej sytuacji. Być może najmniejszym złem jest pozwolenie walucie na deprecjację. To ma nawet swoje korzyści - pozwala chociażby zwiększyć eksport i dzięki temu pobudzić gospodarkę. Wykorzystywanie rezerw walutowych do obrony kursu to z kolei wyjście dobre tylko wówczas, gdy te rezerwy są naprawdę wysokie. Nawet Rosjanie, którzy mieli 600 mld dolarów rezerwy, w obronie rubla pozbyli się już znacznej ich liczby. Nie jest to zatem rozwiązanie na dłuższą metę.

Wysokość polskich rezerw dla mnie lub dla czytelników DZIENNIKA to olbrzymie pieniądze. Ale dla banku broniącego waluty to niewiele. Co gorsza, w przeszłości nieznane są przykłady skutecznych działań w obronie waluty. Nawet Wielka Brytania, kraj bogaty i poważny, nie zdołała się w 1993 r. obronić przed atakiem George'a Sorosa na funta. Rząd wydał wówczas 2 - 3 mld dolarów i nic nie osiągnął. Stracono tylko pieniądze. A Bank Anglii zastosował wówczas znany mechanizm: zaczął skupować funta, pozbywając się rezerw. Zarobił na tym Soros. Niestety Polska jest zbyt małym krajem, aby skutecznie obronić walutę. Analizy w waszym przypadku są raczej pesymistyczne.

p

Douglas Walker
ekonomista z Regent University, USA

Polska ma teraz dwa wyjścia: po pierwsze – pójść do Międzynarodowego Funduszu Walutowego po pożyczkę. To pozwoliłoby błyskawicznie rozwiązać bieżący problem spadku wartości waluty. W zamian polski rząd musiałby wykonać takie działania, które fundusz zasugeruje. Druga opcja: nawiązać indywidualną współpracę z krajami zachodnimi.

Jeśli z polską gospodarką będzie coraz gorzej, Niemcy mocno to odczują. Powinno im zależeć, żeby wam pomóc. Jeśli Polska zdecydowała się na interwencję w celu ratowania waluty, to sytuacja jest naprawdę poważna. Pomyślcie o współpracy z MFW. Szybka ścieżka do euro niekoniecznie musi być rozwiązaniem. Zmiana waluty będzie kosztować.