Barack Obama w pierwszą zagraniczną podróż udał się do Kanady. Podczas krótkiej, sześciogodzinnej wizyty spotka się z premierem Stephenem Harperem na roboczym lunchu i wspólnej konferencji prasowej. Przewidziane jest też spotkanie na lotnisku z liderem opozycyjnych liberałów Michaelem Ignatieffem.

"Nieważne, czy przyjedzie na pięć godzin, czy na pięć minut. Jest mile widziany na terytorium Kanady. Mamy nadzieję, że to będzie pierwsza z wielu wizyt” - stwierdził zadowolony lider opozycji. Także konserwatywny premier Harper cieszy się z wizyty gościa z Waszyngtonu.

"Chcą się pławić w blasku jego chwały” - ocenia prof. Neslon Wiseman z uniwersytetu w Toronto. "Nikt nie przyjechałby do Ottawy dla Busha, chyba żeby demonstrować".

"Harper będzie się chciał pokazać jako sojusznik Obamy" - potwierdza David Bietce z Instytutu Kanadyjskiego przy Międzynarodowym Centrum Naukowym im. Woodrowa Wilsona w Waszyngtonie. "Większość Kanadyjczyków uważa George’a Busha za <radioaktywnego>. A Obamę kochają" - dodaje Biette.

Ronald Reagan, George Bush senior i Bill Clinton zaczynali swoje zagraniczne wojaże właśnie od północnego sąsiada. Kiedy George Bush złamał ten zwyczaj i udał się do Meksyku, Kanadyjczycy poczuli się urażeni. Gdy w 2004 roku Bush wreszcie zawitał do Kanady, 8 tys. ludzi protestowało przeciw jego wizycie i wojnie w Iraku. Jednak tym razem Ottawa inaczej przywita amerykańskiego prezydenta. Najwyraźniej charyzma amerykańskiego prezydenta udzieliła się Kanadyjczykom.

"Sądzimy, że ludzie przywitają go entuzjastycznie" - stwierdził Charles Bordeleau z policji w Ottawie. Według Jessiki Franklanv, pracownicy Bang-on T-shirts, firma sprzedała już setki koszulek z podobizną Obamy. "Ludzie są podekscytowani, że Obama przyjeżdża tak szybko. Myślę, że wszyscy będą chcieli go zobaczyć".