Przysięgli jednego z moskiewskich sądów, w którym miała być wyjaśniona tajemnica morderstwa Anny Politkowskiej obradowali dziś przez dwie godziny. Werdykt: wszyscy podejrzani niewinni. Ława jednogłośnie uznała, że nie ma dowodów na udział byłego oficera MSW Siergieja Chadżikurbanowa oraz braci Dżarbaila i Ibrahima Machmudowych w zabójstwie dziennikarki, która demaskowała zbrodnie rosyjskich żołnierzy w Czeczenii.

>>>Zabójstwo Politkowskiej miał zlecić polityk

Choć wśród oskarżonych nie było mordercy ani zleceniodawcy, to już samo rozpoczęcie procesu w październiku ubiegłego roku było uznawane przez rodzinę i przyjaciół Politkowskiej za przełom. Zasiadający na ławie oskarżonych Machmudowowie oraz zbierający informacje o zwyczajach przyszłej ofiary Siergiej Chadżikurbanow mieli być członkami przestępczej siatki odpowiedzialnej za mord. Według śledczych Politkowską zastrzelił trzeci z braci Machmudowów Rustam, którego nie złapano.

"Żądamy osądzenia faktycznych zabójców. Doprowadzimy do tego" - oświadczyła, opuszczając gmach moskiewskiego okręgowego sądu wojskowego adwokat Karina Moskalenko, reprezentująca dzieci Politkowskiej - córkę Wierę i syna Ilję.

Razem z trzema Czeczenami uniewinniono także Pawła Riaguzowa, byłego oficera FSB. Zarzucano mu nadużycia władzy i wymuszenie 10 tys. dolarów. Wraz z nim współoskarżonym w tej sprawie był Chadżikurbanow. Riaguzow był początkowo także podejrzanym w sprawie Politkowskiej. Mówiono, że to właśnie on przekazał Chadżikurbanowowi adres dziennikarki.

Ciało Anny Politkowskiej z przestrzeloną głową znaleźli 7 października 2006 roku jej sąsiedzi w windzie domu nieopodal Dworca Białoruskiego w Moskwie. Znienawidzona przez ówczesnego prezydenta Władimira Putina dziennikarka wcześniej wielokrotnie dostawała listy i telefony z pogróżkami. Dlatego też dla wielu sprawa od początku była jasna: zabójstwo to zemsta Kremla, która ma też służyć jako nauczka dla innych.