Stosowną uchwałę zdominowany przez prezydencką partię Jasna Droga parlament przyjął przy tylko jednym głosie sprzeciwu. Teraz dokument dający Amerykanom 180 dni na opuszczenie bazy czeka już tylko na podpis prezydenta Kurmanbeka Bakijewa. A to on forsował pomysł z wyrzuceniem Amerykanów.

Bakijew ogłosił, że amerykańskich wojsk już niedługo w Kirgistanie nie będzie, podczas wizyty w Moskwie. Wiązało się to z wymiernymi korzyściami dla jego kraju. Niechętny obecności USA w Azji Środkowej Kreml obiecał Bakijewowi dwa miliardy dolarów kredytu.

Prezydent nie ukrywał zresztą, że chodzi przede wszystkim o pieniądze. Kilka dni temu powiedział, że Kirgistan zdecydował o zamknięciu bazy, gdyż USA odmówiły płacenia wyższej ceny za dzierżawę. Dał do zrozumienia, że za 150 mln dol. rocznie Waszyngton mógłby nadal korzystać z bazy lotniczej. Teraz płaci 63 mln.

Biały Dom najwyraźniej sądzi, że jeszcze nic straconego, a decyzja parlamentu jest wyłącznie posunięciem strategicznym. Sekretarz obrony USA Robert Gates powiedział bowiem podczas wizyty w Krakowie, że Stany Zjednoczone rozważają płacenie wyższej sumy za dzierżawę bazy.

Gates zastrzegł jednak, że Waszyngton może poradzić sobie bez kluczowego lotniska. Dodał też, że trwają rozmowy z innymi krajami zainteresowanymi goszczeniem amerykańskich wojsk. Ostatnio pojawiły się spekulacje, że swoich baz mógłby Amerykanom użyczyć Tadżykistan.

Obecnie Manas ma dla USA kluczowe znaczenie. Tędy US Army przerzuca do Afganistanu żołnierzy i zaopatrzenie, co w sytuacji wewnętrznej anarchii w Pakistanie jest jedynym pewnym kanałem transportowym dla oddziałów walczących z talibami.