Organizacje ochrony praw człowieka już donoszą o zwiększonych środkach bezpieczeństwa w Tybecie. Agencje turystyczne otrzymały wytyczne, aby nie organizować wycieczek turystów aż do 1 kwietnia.

"Władze poleciły agencjom turystycznym, by zaprzestały organizowania wycieczek dla cudzoziemców" - oświadczył pracownik jednej z oficjalnych agencji turystycznych w stolicy Tybetu Lhasie. Zakaz potwierdzają inne agencje i hotele w sąsiednich prowincjach Chin.

Tymczasem Tybetańczycy planują zbojkotować obchody Nowego Roku w ramach protestu przeciwko chińskim rządom. Dalajlama wezwał swoich rodaków do "obywatelskiego nieposłuszeństwa", aby upamiętnić zabitych i uwięzionych po ubiegłorocznych zamieszkach.

W marcu ubiegłego roku przez Tybet przetoczyła się największa od 20 lat fala protestów przeciwko Chinom. Według władz chińskich zginęło 18 osób. Jednak organizacje ochrony praw człowieka mówią o prawie 200 zabitych i setkach zaginionych.

"To będzie rok modlitwy za wszystkich Tybetańczyków, którzy zginęli lub wciąż cierpią pod chińskim panowaniem" - powiedział rzecznik Dalajlamy Tenzin Talkha. Pokojowo nastawiony duchowy przywódca Tybetu od wielu lat opowiada się za autonomią kraju w ramach państwa chińskiego. Pekin nie chce nawet o tym słyszeć.

Od 1951 roku Chiny rządzą Tybetem, uznając go za integralną część swojego terytorium. Według Pekinu Chińska Partia Komunistyczna oswobodziła Tybetańczyków spod feudalnej dyktatury Dalajlamy i buddyjskich mnichów. Tybetańscy uchodźcy uznają Chiny za zaborcę. W 1959 roku Tybetańczycy wzniecili krwawo stłumione powstanie przeciw Chińczykom. 28 marca 1959 Chiny rozwiązały lokalny rząd tybetański, po tym jak kilka dni wcześniej Dalajlama uciekł z kraju.

Region wciąż jest niespokojny. Jednak chińskie MSZ twierdzi, że Tybet cieszy się obecnie stabilnością i wzrostem gospodarczym. Urzędnik ministerstwa Ma Zhaxou oświadczył, że cudzoziemcy mogą normalnie aplikować o pozwolenie na wizytę na Dachu Świata.