Na odzew nie trzeba było długo czekać. Udział w akcji natychmiast potwierdziły wszystkie gruzińskie rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne. "Nie możemy się sprzeciwiać woli opinii publicznej" - komentował patetycznie inicjatywę Mamuka Kuczawa, dyrektor Radia Głos Gruzji. Za całym przedsięwzięciem stoją działacze organizacji Re-akcja, która od sierpnia regularnie organizuje akcje protestu pod ambasadą Rosji w Tbilisi.

Data została wybrana nieprzypadkowo. 25 lutego w kaukaskim kraju jest wspominany jako dzień zniewolenia Gruzji przez Sowietów. W 1921 r. do gruzińskiej stolicy wkroczyli bowiem żołnierze Armii Czerwonej, podporządkowując kraj na 70 lat Związkowi Radzieckiemu.

Organizując bojkot języka rosyjskiego, Re-akcja chce upamiętnić ofiary "wszystkich rosyjskich wojen przeciwko Gruzji" i oddać hołd "poległym za wolność". Do akcji nie przyłączyły się kina. Tam bowiem filmy znad Wołgi nie pojawiają się od sierpnia ubiegłego roku, kiedy rosyjskie wojska dokonały ataku na kaukaski kraj.