Po roku od śmierci Madeleine Dale Neumann z amerykańskiego stanu Wisconsin nadal uważa, że postąpił wówczas właściwie. Ale mężczyzna, któremu grozi 25 lat więzienia za nieumyślne zabójstwo drugiego stopnia - o to samo przestępstwo sąd oskarżył też wcześniej jego żonę Leilani - oświadczył, że był przekonany, że Bóg uleczy jego córkę.

>>>Amerykańska prawica chce Boga w szkole

"Jeśli idę do lekarza, stawiam go przed Bogiem. A nie wierzę, że zrobiłby to, o czym mówił" - powiedział Neumann, który należy do chrześcijańskiego ruchu kładącego nacisk na bezpośrednią obecność Boga w życiu człowieka. Dodał też, że nie wiedział, jak poważna jest choroba jego córki - był przekonany, że dziewczynka ma grypę lub gorączkę.

>>>Pojedź na wakacje i zostań ateistą

Kiedy Madeleine nie była już w stanie chodzić, mówić, jeść i pić, jej rodzice wciąż wierzyli, że jedynym skutecznym lekarstwem na jej przypadłość jest modlitwa. Według prawnika Dale'a Neumanna, jego klient był przekonany, że "leczenie wiarą" jest skuteczne, a ponieważ chciał w ten sposób wyleczyć dziecko, nie popełnił przestępstwa. Sąd nie dał jednak wiary jego wyjaśnieniom i przychylił się do zdania prokuratury, która twierdziła, że głęboko wierzący ojciec minimalizował chorobę córki i pozwolił jej umrzeć w egoistycznym akcie wiary.