Jedni protestowali na ulicach i walczyli z policją, gdy ta rozpoczęła brutalną pacyfikację manifestacji. Inni z zacisza gabinetów popierali swoim autorytetem uliczne wystąpienia. Jeszcze inni wprost z gabinetów wyszli na ulice. Teraz wszyscy - ważni politycy, znani działacze opozycji i zwykli młodzi ludzie z teherańskich ulic stanęli przed islamskim sądem w stolicy Iranu.

>>>Teheran śpiewa: Śmierć dyktatorowi!

Według władz zakłócali porządek publiczny, atakowali budynki rządowe i wojskowe, są powiązani z uzbrojonymi grupami przestępczymi lub spiskowali przeciwko systemowi politycznemu. Mohammad Ali Abtahi - były wiceprezydent, były wiceminister Mohsen Aminzadeh, były rzecznik rządu Abdollah Ramazanzadeh i były minister przemysłu Behzad Nabawi to tylko kilku najważniejszych polityków irańskich, których władza chce ukarać za czerwcowy bunt. Inni oskarżeni to zwolennicy Mir-Hosejna Musawiego i Mehdiego Karubiego - dwóch kontrkandydatów Ahmadineżada w czerwcowych wyborach - i byłego prezydenta, reformatora Mohammeda Chatamiego.

>>>Walki nad grobem ikony irańskiej rewolucji

Opozycyjne media odnotowały zadziwiającą i błyskawiczną zmianę poglądów niektórych oskarżonych, jaka wynika z relacji rządowych mediów. Ali Abtahi, wiceprezydent z czasów prezydentury Chatamiego, miał powiedzieć, że irańskie wybory przebiegły normalnie, a on sam popełnił "błąd", angażując się w demonstracje opozycji. Maziar Bahari, pracujący dla "Newsweeka" dziennikarz o podwójnym irańskim i kanadyjskim obywatelstwie, poprosił rzekomo najwyższego ajatollaha o ułaskawienie., gdyż "nieświadomie uczestniczył w aksamitnej rewolucji", która miała zostać przeprowadzona w Iranie przez Zachód i wysługujące mu się lokalne media.

>>>Cały świat przeciw dławieniu irańskiej opozycji

Postawienie opozycji przed sądem potępił były prezydent Iranu Mohammed Chatami, który piastował ten urząd w latach 1997-2005. Reformator oświadczył, że proces jest wymierzony w konstytucję Islamskiej Republiki Iranu. "Z tego co wiem, to, co się wydarzyło, jest sprzeczne z konstytucją, z prawem, z prawami obywateli (...), a przede wszystkim z interesami ustroju państwa i godzi w zaufanie opinii publicznej" - stwierdził były prezydent. Podkreślił też, że "zeznania stron procesowych uzyskane w tych warunkach nie są wiarygodne".