"Po raz pierwszy od pięciu lat taka liczba rakiet spadła na Kabul w tak krótkim czasie" - podkreślał rzecznik afgańskiego resortu spraw wewnętrznych Nadżib Nikzad. "To oczywiste, że celem tych ataków jest zakłócenie procesu wyborczego" - dodał. 20 sierpnia Afgańczycy wybierać będą prezydenta i władze prowincji.

>>>USA uderzają w finanse Al-Kaidy

Jedna z rakiet uderzyła niedaleko amerykańskiej ambasady w Kabulu. Rzeczniczka amerykańskiej placówki Fleur Cowan potwierdziła, że słyszała eksplozję około 4.00 rano. Zaprzecza jednak, by ambasada USA była celem ataku. "Nie mamy sygnałów, by rakiety były wymierzone w konkretne cele. Uderzyły w różnych częściach miasta" - oświadczyła rzeczniczka.

>>>Muzułmanie palą domy i mordują chrześcijan

Nadchodzące wybory, które wyłonią władze uznawane przez Waszyngton i świat zachodni, są solą w oku walczących z Amerykanami i współpracującymi z nimi afgańskimi władzami talibów. Islamiści zażądali od Afgańczyków, by zbojkotowali głosowanie.

>>>Jak Polacy czyścili Ghazni z talibów

W ostatnich tygodniach walki między partyzantką talibską a wojskami USA, NATO i afgańskimi siłami bezpieczeństwa nasiliły się po tym, jak międzynarodowa koalicja rozpoczęła nową ofensywę przeciwko terrorystom. W krwawych walkach w ostatni weekend zosało zabitych co najmniej dziewięciu żołnierzy NATO. To kolejny obfity w ofiary miesiąc. W lipcu pod Hindukuszem zginęła rekordowa liczba żołnierzy. Tymczasem nowy sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen oświadczył w poniedziałek, że Sojusz pozostanie w Afganistanie "tak długo, jak będzie to konieczne", a sukces pod Hindukuszem uznał za najwyższy priorytet organizacji.