Odkąd Obama wprowadził się w styczniu do Białego Domu, liczba pogróżek pod adresem prezydenta wzrosła aż o 400 proc. w porównaniu z kadencją – mało popularnego przecież – George’a W. Busha. Poprzednikowi Obamy grożono śmiercią ok. 3000 razy w ciągu roku. "To cud, że jeszcze nie zabito prezydenta" - usłyszał Kessler od jednego z tajniaków.

Mimo iż zdecydowana większość z tych pogróżek jest mało wiarygodna, agenci Secret Service wszystkie dokładne sprawdzają. Szczególnie że jako pierwszy czarnoskóry prezydent, Obama stał się wrogiem – i potencjalnym celem – białych rasistów. Z tego powodu Secret Service objęło ochroną Obamę już w maju 2007 r., na 18 miesięcy przed wyborami – najwcześniej ze wszystkich kandydatów na prezydenta w historii.

Informacje o niektórych planowanych zamachach trafiły do mediów. I tak, w październiku zeszłego roku służby specjalne pochwaliły się aresztowaniem grupy neonazistów, którzy planowali zabić Obamę – wówczas jeszcze kandydata na prezydenta – 102 innych czarnoskórych Amerykanów. Niewiele później agenci dowiedzieli się, że somalijscy islamiści z Al-Szabaab mogą przeszkodzić w styczniowej inauguracji Obamy.

Teraz Kessler, który przeprowadził wiele rozmów z agentami ochrony prezydenckiej, ujawnia znacznie więcej. Na dodatek, są to informacje, które w nie najlepszym świetle stawiają Secret Service. Chociażby to, że mimo gigantycznego zaangażowana ludzi w czasie inauguracji - porządku pilnowało 40 tys. agentów, policjantów i żołnierzy - tajniacy zaliczyli kilka organizacyjnych wpadek, m.in. niedokładnie przeszukując uczestniczące w inauguracji ważne osobistości. Z kolei dziś w wywiadzie dla programu „The Early Show” w stacji CBS dziennikarz zwrócił uwagę, że agenci po macoszemu traktują rutynowe sprawdzanie wykrywaczami metalu uczestników wydarzeń, na których obecna jest głowa państwa. Np. dwa tygodnie temu, gdy Obama wykonał pierwszy rzut na Meczu Gwiazd ligi baseballowej w St Louis, Secret Service nie sprawdziło żadnego z 40 tys. kibiców obecnych na stadionie.

Co więcej, Secret Service nie ma pieniędzy na zatrudnienie wystarczającej ilości agentów, w efekcie, ci którzy zajmują się ochroną Obamy są coraz bardziej przemęczeni. "Mamy o połowę mniej ludzi, niż potrzebujemy. Szefostwo w tej sprawie ma jedną odpowiedź <Potrafisz zakończyć misję z tym, co już masz. W końcu jesteś agentem US Secret Service>" - skarżył się Kesslerowi jeden z agentów.

Na rewelacje Kesslera, autora wielu cenionych publikacji o CIA i FBI, Secret Service zdążyła zareagować już w dniu wydania książki. "Bezpieczeństwo tych, których chronimy, jest najwyższym priorytetem. Porażka nie może mieć miejsca" – napisała w specjalnym oświadczeniu.