"7 sierpnia nad ranem rosyjskie siły zbrojne rozpoczęły masowe i skoordynowane, jeśli wziąć pod uwagę ogromną skalę tego przedsięwzięcia, uderzenie na Gruzję" - piszą autorzy raportu. Ich zdaniem pod osłoną nocy kolumna około 150 czołgów i wozów opancerzonych przedarła się przez strategiczny tunel Roki prowadzący do Gruzji. Równocześnie osetyjskie oddziały paramilitarne rozpoczęły atak na wioski zamieszkane przez Gruzinów.

"W tej sytuacji gruzińskiemu rządowi nie pozostała żadna inna możliwość, jak rozkazać wojskową kontrofensywę, która powstrzyma szybko postępującą inwazję. Jej cel daleko wykraczał poza spór o dwa gruzińskie terytoria" - czytamy dalej w dokumencie. Micheil Saakaszwili miał wydać rozkaz rozpoczęcia działań wojennych dopiero siódmego sierpnia o 23.35.

>>>Rosja pręży muskuły na Kaukazie

Sekwencja zdarzeń ma tu kapitalne znaczenie. Od wielu miesięcy Kreml obarcza bowiem winą za rozpoczęcie wojny prezydenta Saakaszwilego. Twierdzi, że rosyjskie wojska przekroczyły granicę wiele godzin po tym, jak gruzińska artyleria zaczęła ostrzeliwać stolicę Osetii Południowej - Cchinwali.

Wiosną do takiego samego wniosku mieli dojść eksperci piszący raport dla Unii Europejskiej. Tak przynajmniej twierdził niemiecki tygodnik "Der Spiegel". Zdaniem gazety gruziński prezydent w najlepszym razie uległ prowokacji Kremla, a w najgorszym rozpętał awanturę, mając nadzieję, że po jego stronie staną Stany Zjednoczone. Jednak unijny raport do dziś nie został opublikowany. Część krajów członkowskich, jak Polska, nie zgadza się bowiem z tak jednoznacznym wydźwiękiem dokumentu.

>>>Rosja znów grozi Gruzji wojną

Z kolei w dokumencie lansowanym przez gruzińskie władze Tbilisi wskazuje, że Rosjanie od wielu lat przygotowywali się do inwazji. W 2007 roku wycofali się z układu o ograniczeniu sił konwencjonalnych w Europie, a rok później rozlokowali potężne siły na granicy z Abchazją i zmodernizowali linię kolejową prowadzącą w kierunku granicy z Gruzją.

Zdaniem autorów raportu pomysł oderwania obu terytoriów od Gruzji pojawił się zresztą na Kremlu dużo wcześniej przed przejęciem władzy przez prezydenta Saakaszwilego. Temu m.in. miała służyć rozpoczęta w 2002 roku akcja rozdawania rosyjskich paszportów mieszkańcom Abchazji i Osetii Południowej. Dzięki temu 6 lat później Kreml mógł dowodzić, że przychodzi z pomocą prześladowanej, rosyjskiej mniejszości.

>>>Dla USA Rosja ważniejsza od Gruzji

W przeddzień rocznicy wojny sytuacja na Kaukazie pozostaje niestabilna. Do Micheila Saakaszwilego na wszelki wypadek zadzwonił wiceprezydent USA Joe Biden. Apelował do prezydenta Gruzji, aby "podjął wszelkie kroki dla zmniejszenia napięcia na Kaukazie". W języku dyplomatycznym można to uznać za sygnał, że w razie kolejnego konfliktu Stany Zjednoczone, podobnie jak przed rokiem, nie zdecydują się na interwencję. Amerykanie zaapelowali też do Rosjan o wstrzemięźliwość. Okazją był telefon od prezydenta Dmitrija Miedwiediewa do Baracka Obamy z gratulacjami z okazji 48. urodzin. Jak relacjonowały służby prasowe Białego Domu, Obama skoncentrował się w tej rozmowie na sytuacji w Gruzji.