MICHAŁ POTOCKI: Czy Putinowi przez dziesięć lat jego rządów udało się przywrócił Rosję do pierwszej ligi światowej polityki.
FIODOR ŁUKJANOW*: Proponuję porównać, z jak wielką uwagą na działania Rosji patrzą Amerykanie, Chińczycy czy Europejczycy za czasów Jelcyna i Putina. W porównaniu z epoką Jelcyna Rosjanie mają znacznie więcej do powiedzenia.

Tym niemniej nie wszystkie jej działania służą wzmocnieniu prestiżu Rosji. Wojny gazowe z Ukrainą - nowe zjawisko dekady Putina - obniżyło wiarygodność Moskwy.
W ten sposób tylko rozbudzono stare obawy różnych państw przed naszą polityką gazową. Porażka Moskwy w tej sprawie nie wynikała jednak tylko z działań Putina, ale z całego kontekstu. Choćby z upolitycznienia spraw energetycznych przez NATO.

Nie jest tajemnicą, że Putin uczynił z Gazpromu instrument nacisku. Chciał za jego pomocą budować energetyczne imperium. Czy kryzys finansowy nie zniszczył planów uczynienia z gazowego koncernu światowej potęgi?
Tych planów nie udało się Putinowi zrealizować. Co więcej, Gazprom mocno ucierpiał wskutek prób przekształcenia go w narzędzie polityczne. Jego menedżerom podobne idee bardzo przeszkadzają.

Na ile Putin nadal kreuje politykę Rosji?
Putin stał się symbolem pragmatyzmu i cynizmu pozbawionego jakiejkolwiek ideologii. Skoncentrowanym uosobieniem ducha dzisiejszych czasów w polityce. Nie przeceniałbym jego osobistego wpływu. To po prostu typowy polityk początku XXI w.

*Fiodor Łukjanow, redaktor naczelny pisma "Rossija w Głobalnoj Politikie"