Dziennik.plŚwiat

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Polacy nie tacy najgorsi w Afganistanie

2009-09-15 | Ostatnia aktualizacja: 20:08 | Komentarze: 0 | skomentuj

Polacy mają zły sprzęt w Afganistanie, dlatego przegrywamy tam wojnę i dlatego giną żołnierze. W MON działa beton, który uniemożliwia zakupy niezbędne, by tę sytuację zmienić. Taka jest oś zarzutów byłego dowódcy wojsk lądowych generała Waldemara Skrzypczaka i twórcy jednostki GROM, a dziś doradcy w firmie Ernst & Young, generała Sławomira Petelickiego. Czy te zarzuty są uprawnione?

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Czy drugi z zarzutów jest słuszny, nie wiem. Pierwszy od kilku tygodni pełni rolę atrakcyjnej tezy publicystycznej. Mantry wygłaszanej przez każdego, kto chce mieć zdanie w sprawie Afganistanu.

>>> 2009 rok - najkrwawszy w Afganistanie

Gdy 4 września zginął plutonowy Marcin Poręba, który poruszał się silnie opancerzonym rosomakiem, a 8 września zmarł ranny w ataku (przeprowadzonym 22 maja 2009 r.) na nowoczesnego MRAP-a starszy szeregowy Artur Pyc - jej zwolennicy mieli problem. Okazało się, że polscy żołnierze nie są bezpieczni nawet w wozach do tej pory uznawanych za niezniszczalne (również przez Amerykanów). Wydarzenia z początku września dowiodły więc, że problemem nie są złe transportery, tak samo jak problemem nie są śmigłowce Mi-17, Mi-24, karabinki Beryl, środki łączności czy kamizelki kuloodporne. Nie z powodu złego sprzętu zginęli ludzie.

>>> Czytaj także: Pochłonie nas afgański pył

Dobrym czasem na rzeczywistą krytykę uzbrojenia na misję afgańską był rok 2007. Polacy poza rosomakami jeździli też amerykańskimi humvee drugiej generacji z przerdzewiałymi podłogami. Nikt nie miał złudzeń: najechanie na IED (improwizowany ładunek wybuchowy) oznacza, że żołnierze wyjdą z opresji w najlepszym wypadku jako kaleki. Wówczas jednak generałowie nie wstawiali się publicznie za szeregowymi żołnierzami. Pamiętam za to coś zupełnie innego. Na spotkaniu w bazie Bagram ówczesny dowódca PKW Afganistan generał Marek Tomaszycki - w obecności ówczesnego marszałka Sejmu Ludwika Dorna - zrugał swoich podwładnych za brak odwagi, by jeździć na patrole humvee. Pamiętam również, jak w Szaranie zalecano, by w samochodach Humvee wykładano podłogi workami z piaskiem. Wówczas w najważniejszej bazie operacyjnej prowincji Paktika rzędem stały niewykorzystywane i nieodporne na IED polskie wozy Szakal (przerobione BRDM) i nieprzydatne w warunkach afgańskich samochody opancerzone Dzik (po bazie jeździli nimi żandarmi wojskowi - mogli nim podjechać do tzw. difaka, czyli stołówki, lub toi-toia). Dziś to już przeszłość. Na patrole żołnierze jeżdżą w rosomakach i MRAPach, odpornych na improwizowane ładunki wybuchowe. Niestety, jednak i one nie dają pełnej gwarancji bezpieczeństwa.

czytaj dalej

Zbigniew Parafianowicz
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
«