Polacy nie tacy najgorsi w Afganistanie
Polacy mają zły sprzęt w Afganistanie, dlatego przegrywamy tam wojnę i dlatego giną żołnierze. W MON działa beton, który uniemożliwia zakupy niezbędne, by tę sytuację zmienić. Taka jest oś zarzutów byłego dowódcy wojsk lądowych generała Waldemara Skrzypczaka i twórcy jednostki GROM, a dziś doradcy w firmie Ernst & Young, generała Sławomira Petelickiego. Czy te zarzuty są uprawnione?
- "Afganistan. Wyjdźmy, ale zostańmy"
- Kolejny generał chce odejść od Klicha
- Polacy będą oszukiwać afgańską policję
- Afgańska armia w polskich hełmach. Zobacz!
- Przywódca talibów przyrzeka porażkę NATO
- Im więcej Amerykanów, tym gorzej dla Polaków
- "Wyniki kontroli w GROM pod koniec marca"
- Klich zwolnił generała od zakupów
- Kolejny polski żołnierz zginął na wojnie
- Generał Gągor: Polaków w Ghazni jest za mało
- Szkolenie Afgańczyków jest w naszym interesie
- Szef MON mówi o wyjściu z Afganistanu
- Dowódca GROM-u sam się zdemaskował
- Pochłonie nas afgański pył
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Czy drugi z zarzutów jest słuszny, nie wiem. Pierwszy od kilku tygodni pełni rolę atrakcyjnej tezy publicystycznej. Mantry wygłaszanej przez każdego, kto chce mieć zdanie w sprawie Afganistanu.
>>> 2009 rok - najkrwawszy w Afganistanie
Gdy 4 września zginął plutonowy Marcin Poręba, który poruszał się silnie opancerzonym rosomakiem, a 8 września zmarł ranny w ataku (przeprowadzonym 22 maja 2009 r.) na nowoczesnego MRAP-a starszy szeregowy Artur Pyc - jej zwolennicy mieli problem. Okazało się, że polscy żołnierze nie są bezpieczni nawet w wozach do tej pory uznawanych za niezniszczalne (również przez Amerykanów). Wydarzenia z początku września dowiodły więc, że problemem nie są złe transportery, tak samo jak problemem nie są śmigłowce Mi-17, Mi-24, karabinki Beryl, środki łączności czy kamizelki kuloodporne. Nie z powodu złego sprzętu zginęli ludzie.
>>> Czytaj także: Pochłonie nas afgański pył
Dobrym czasem na rzeczywistą krytykę uzbrojenia na misję afgańską był rok 2007. Polacy poza rosomakami jeździli też amerykańskimi humvee drugiej generacji z przerdzewiałymi podłogami. Nikt nie miał złudzeń: najechanie na IED (improwizowany ładunek wybuchowy) oznacza, że żołnierze wyjdą z opresji w najlepszym wypadku jako kaleki. Wówczas jednak generałowie nie wstawiali się publicznie za szeregowymi żołnierzami. Pamiętam za to coś zupełnie innego. Na spotkaniu w bazie Bagram ówczesny dowódca PKW Afganistan generał Marek Tomaszycki - w obecności ówczesnego marszałka Sejmu Ludwika Dorna - zrugał swoich podwładnych za brak odwagi, by jeździć na patrole humvee. Pamiętam również, jak w Szaranie zalecano, by w samochodach Humvee wykładano podłogi workami z piaskiem. Wówczas w najważniejszej bazie operacyjnej prowincji Paktika rzędem stały niewykorzystywane i nieodporne na IED polskie wozy Szakal (przerobione BRDM) i nieprzydatne w warunkach afgańskich samochody opancerzone Dzik (po bazie jeździli nimi żandarmi wojskowi - mogli nim podjechać do tzw. difaka, czyli stołówki, lub toi-toia). Dziś to już przeszłość. Na patrole żołnierze jeżdżą w rosomakach i MRAPach, odpornych na improwizowane ładunki wybuchowe. Niestety, jednak i one nie dają pełnej gwarancji bezpieczeństwa.
czytaj dalej
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!