To nie koniec zamieszania z Lizboną
Brytyjscy konserwatyści coraz mocniej spierają się o referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Członkowie partii chcą, aby jej przywódca David Cameron zorganizował głosowanie po dojściu do władzy, nawet jeśli dokument zostanie już ratyfikowany przez wszystkie kraje Unii Europejskiej.
- "Kaczyński kupczy u Klausa na próżno"
- Awaria samolotu uziemiła premiera
- To już pewne! Irlandia poparła Lizbonę
- "Klaus zachowuje się jak stalinowiec"
- "Szkodliwa rola Klausa"
- Irlandia jednak wybrała Lizbonę
- Prezydent podpisał Lizbonę
- "Ostrożnie z naciskami na Klausa ws. traktatu"
- Szczygło namącił. Prezydent jest wściekły
- Tusk mocno dociska Kaczyńskiego
- Irlandia ma ważniejsze sprawy niż traktat
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ku zmartwieniu Camerona ewentualne referendum stało się dominującym tematem na rozpoczętej wczoraj w Manchesterze dorocznej konferencji konserwatystów. Lider opozycji liczył, że będzie mógł spokojnie wypunktować premiera Gordona Browna w kwestiach gospodarczych i społecznych, lecz media zajmują się narastającym rozdźwiękiem wewnątrz partii. Cameron obiecuje referendum - ale tylko jeśli proces ratyfikacji nie zostanie jeszcze zakończony. Tymczasem według badań opinii publicznej, 80 proc. sympatyków torysów domaga się tego niezależnie od sytuacji.
Aby uspokoić sytuację Cameron zapowiedział, że będzie twardo negocjował z pozostałymi krajami Unii Europejskiej przekazanie z powrotem państwom członkowskim większych uprawnień w dziedzinie zatrudnienia, spraw wewnętrznych i wymiaru sprawiedliwości.
To może nie wystarczyć. Wpływowy burmistrz Londynu - i partyjny kolega Camerona - Boris Johnson, który też domaga się referendum, zasugerował w wywiadzie prasowym, że torysi mogą zaproponować wyborcom inną formę konsultacji w sprawie relacji kraju z UE, co też byłoby nie w smak Cameronowi. Jednak Johnson podczas swojego oficjalnego wystąpienia na konferencji nie wspomniał ani słowem o Europie, co nie przeszkodziło mu jednak zebrać owacji na stojąco.
To najprawdopodobniej ostatnia konferencja konserwatystów jako opozycji. Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii muszą się odbyć do wiosny przyszłego roku, a od roku torysi utrzymują bezpieczną kilkunastopunktową przewagę nad rządzącą od 1997 r. Partią Pracy.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!