Milicjant napadł na sklep. Szokujące wideo
Pijany milicjant wchodzi do supermarketu w Moskwie. Idzie korytarzem, macha bronią. Podchodzi do dwójki ludzi i strzela. Ale to dopiero początek. Ta wędrówka po sklepie skończyła się śmiercią dwóch osób i ranieniem sześciu. Adwokat poszkodowanych ujawnił wstrząsające wideo z monitoringu.
- Policja dopadła bandytów z taksówki
- Zamordowali prawie całą drużynę piłkarską
- Strzelali do policjantów. Usłyszeli zarzuty
- Ukradli broń z TVP, napadli na sklep
- Masakra w Dęblinie. Troje zamordowanych
- Brutalne pobicie w centrum Szczecina
- Napadł na bank, zażądał... 20 euro
- Autobus woził po mieście zmarłego
- Urzędnik Grada zawieszony za pijacki atak
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Obrońca tłumaczy, że decyzja o pokazaniu nagrania, które jest przecież materiałem procesowym, nie była łatwa. Ale jego zdaniem, będzie to gwarancja, że Denis Jewsjukow nie uniknie kary. Prawnik boi się, że w innym wypadku sprawa zostałaby zamieciona pod dywan.
Milicjant broni się bowiem, że broń, z której strzelano, nie należała do niego, a do jego pierwszej ofiary, kierowcy. Twierdzi też, że tragedia była wynikiem kłótni, która wywiązała się między nim a mężczyzną. Oskarżony przekonuje, że "napastnik" groził mu bronią. Dlatego musiał mu ja odebrać i użyć w obronie własnej.
Zdaniem adwokata, w utrzymaniu tej wersji oskarżonemu mogli pomagać koledzy, którzy badali odciski palców. Okazało się bowiem, że na broni, z której strzelano w supermarkecie, nie ma żadnych śladów.
O tym, że było zupełnie inaczej, świadczy ujawnione wideo z kamer monitoringu w moskiewskim supermarkecie "Ostrow", w którym wydarzyła się tragedia. Widać na nim wyraźnie milicjanta, który m.in. wędruje po sklepie z zakładniczką, której przykłada lufę do głowy. Kobiecie udaje się jednak wyswobodzić i uciec. Ta wizyta milicjanta skończyła się jednak śmiercią dwóch osób.
p
Jak się okazuje, takich wizyt było więcej. Pracownicy sklepu relacjonują, że mundurowy często przychodził, pakował koszyk do pełna, po czym wychodził, nie płacąc. Gdy ktoś z personelu zaczepiał go i kazał płacić, milicjant zaczynał wymachiwać bronią.
Biegli psychiatrzy stwierdzili, że w chwili morderstwa milicjant był w pełni poczytalny. Był też kompletnie pijany. Za morderstwo grozi mu dożywocie.





































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!