• ~ja
    (2012-01-14 19:16)
    To przez uchodxcow z Afryki ktorzy zrobili Bunga Bunga na pokladzie
  • ~Zuzia
    (2012-01-14 18:38)
    Nic nie rozumiem. Dawniej nawigator wytyczał kurs statku z ekierką, suwakiem logarytmicznym i odpowiednimi tablicami w garści. I jakoś to było. Teraz na statku jest ustrojstwo GPS, określające pozycję statku z dokładnoscią do centymetrów (!). Mapy są też obrzydliwie dokładne. W takiej sytuacji wpakowanie się na mieliznę jest, po prostu, niemożliwe. Dokładna mapa + GPS = stuprocentowe bezpieczeństwo statku. Zupełnie jak --> elektryfikacja + władza rad = komunizm (Lenin). A w praktyce ani tu, ani tu - nie wyszło. No, tak, jasne ---> dzieci + zapałki = pożar. T już chyba lepiej pasuje ... . Ale jakim cudem można wpakować statek na mieliznę mając 100% dokładne mapy + GPS ? Przecież chociaż jedna osoba na mostku musiała być trzeźwa. A poza tym jeśli już nawet pili, to tylko dobre toskańskie wino. Tym się nie da upić, aż do takiego stopnia !
  • ~P.P. oficer nawigator
    (2012-01-14 19:58)
    Re: Zuza - Na statkach tego typu aż trzy osoby zwyczajowo mają dyplom kapitana żeglugi wielkiej tj.pierwszy oficer,starszy oficer, kapitan (który raczej ogranicza swoje obowiązki do zajęć reprezentacyjnych z pasażerami).Wyposażenie statku oczywiście to wszystkie możliwe nowości począwszy od GPS,systemów Arpa oraz na mapie elektronicznej kończąc...Bywały już jednak podobne wejścia na skały na równie dobrze wyposażonych statkach..znam podobne przypadki z niebezpiecznych wód norweskich..Problem polega na tym iż współczesna elektronika jest bardzo wygodna i ogarnia wszelkie zagadnienia...pozycjonowania statku,łączności, informuje ostrymi sygnałami dżwiękowymi o zbliżających się niebezpieczeństwach czy konieczności zmiany kursu po jakim się porusza statek w odpowiednim miejscu...wszystko to bardzo ułatwia pracę ale i rozleniwia...a nawigatorzy mają obowiązek prowadzenia również zdublowanej nawigacji tradycyjnymi metodami, przy pomocy papierowych map i tradycyjnych metod...to jakby księgowej kazać wszystko sprawdzać na liczydle...no nie chce się...tylko że...te nowoczesne systemy to jest komputer...a ten lubi się czasem zawiesić...i pokazuje pozycję na której się system zawiesił...i nie podniesie alarmu przed punktem zwrotu (zmiany kursu) i wielu innych rzeczy nie pokaże jak się zawiesi a statek płynie,płynie...no i w ten sposób supernowoczesne statki wchodziły na skały...czy w tym przypadku tak było...nie sądzę...pewnie przyczyna była bardziej złożona no ale mam nadzieję iż co nieco naświetliłem Pani sytuację...
  • ~do ~P.P. oficer nawigator2012-01-14 19:58
    (2012-01-14 20:36)
    Może i trzy osoby na statku mają dyplom, ale jakiej jakości jest to dyplom? Prawda jest taka, że ludzie są coraz gorzej wykształceni. Poziom edukacji spada. Dyplom to nie wszystko, trzeba mieć tą wiedzę. Nie wystarczy mieć 'plecy' i kasę. Ot, cały problem.
    Jeśli chodzi o komputery, to jest oczywiście wina oprogramowania. I znowu mamy tą samą systuację. Spora część informatyków nie potrafi pisać programów. Dyplomy to oni oczywiście mają, ale co to za dyplomy. Poza tym dlaczego na takich dużych statkach systemy nawigacyjne nie są dublowane? Kopmuter to się może zawiesić w domu a nie na czymś co pływa i ma kilka tysięcy pasażerów. Ta tragedia jak i wiele innych, była do uniknięcia. Jednak znowu zawinił przede wszystkim człowiek - zawsze trzeba jednak trochę myśleć.
  • ~P.P.
    (2012-01-15 00:22)
    Przyznam iż na statkach tej klasy nigdy nie pływałem, może oni tam mają systemy zdublowane...na statkach zwykłych towarowych są nowoczesne systemy nawigacji ale nikt ich nie dubluje...trochę inaczej to wygląda na platformach wiertniczych - poszukiwawczych. Co do dyplomów - dyplom Kapitana Żeglugi Wielkiej jest najwyższym międzynarodowym dokumentem potwierdzającym kwalifikacje na morzu i jeśli na takich statkach zatrudnia się kilka osób o takich kwalifikacjach plus mnóstwo innych mniej utytuowanych to świadczy o dbałości armatora...Wydaje mi się jednak że gdyby przestrzegano procedur i prowadzono nawigację tradycyjnymi metodami dublując nawigację na mapach elektronicznych to taka katastrofa nie miałaby miejsca. Ludzie są jednak ludżmi i myślę że niebawem dowiemy jakie zasady panowały na statkach tego armatora, czy była tam właściwa organizacja pracy czy typowy dla południowców bałagan...To są sprawy nie do przecenienia kto obsadza odpowiedzialne stanowiska...
  • ~matros
    (2012-01-15 05:18)
    Nic nie wynika z tego, że coś jest na statku, kiedy nie umie się z tego korzystać. Do tego tłum na mostku i każdy myśli, że kolega "to zrobi".
    Na Morzy Śródziemnym, rzeczywiście jest sztuką wejście na mieliznę nawet jeżeli jest tylko na mostku lornetka. Jak się płynie na skały,to wiadomo czym się to skończy.
    Czekam z niecierpliwością na dalsze szczegóły.
  • ~Robertengit
    (2012-01-15 11:43)
    Pracowalem na statku,jeden kontrakt, gdzie wiekszosc to byla wloska oficerka.Po wyplynieciu z kazdego portu glownym zajeciem tych panow ,to bylo polowanie na na nowe laski (pasazerki) .Takich zarozumialcow i bufonow jak oni nie spotkalem
    nigdzie przedtem.Potwierdzili to wszyscy ktorzy pracowali z wloskimi marynarzami.
    Nie dziwie sie ze zatopili ten statek i tylko szczescie ze to bylo blisko ladu.
  • ~Starszy majtek
    (2012-01-15 12:47)
    Po co te tlumaczenia mgly nie bylo, a maly port byl oswietlony i widoczny.Do tego radar,no to co sie stalo to skandal.
  • ~elzbieta pater
    (2012-01-15 17:39)
    to wspanile informacje, ktore trzeba przeslac dalej ! to SKANDAL!
  • ~P.P.
    (2012-01-15 23:42)
    W świetle coraz to nowych napływających informacji trzeba stwierdzić iż tym statkiem kierowali idioci !
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut. Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.