Pani Domicela marzyła o szczęśliwym życiu: własnym kącie, mężczyźnie, spokoju. Dziś marzy o betonowych kręgach do szamba i o tym, żeby ktoś częściej ich odwiedzał. Są po 70-tce, żartują, że na rozwód nigdy nie jest za późno. Śmieją się z własnych słabości: że on nie słyszy, ona nie widzi. Że on już nie narąbie drewna. Potem siadają koło siebie przy stole, piją herbatę. W 20-letnim nieszczelnym piecyku trzeszczy chrust nazbierany przed domem. Największa próba związku? Jedną zimę przeżyli, mając tylko worek ziemniaków. – Antonio, czas się ogolić – uśmiecha się Pani Duncia i wygląda gości. Mężczyzna goli się w pokoju przy oknie. Nie mają prawdziwej łazienki. Tylko kuchnia, pokoik i małe pomieszczenie, w którym mieści się jedna osoba. A w nim to, co najcenniejsze - kran z bieżącą wodą. Ten luksus mają od roku. To już prawie jak łazienka.

Dom w garażu

Pan Antoni dom zrobił z garażu. W pięknym lesie. Sosny, cisza, spokój. Do szczęścia brakowało mu tylko kobiety. W końcu poznał swoją Duncię. Pokazał domek. Zapytał: Będziemy razem? Zgodziła się tak „na próbę”. Są razem 43 lata. Wciąż mieszkają w lesie. Kiedyś to właśnie on oczarował Duncię, dziś stał się barierą oddzielającą ich od świata. Pojawiły się choroby, nowotwór, wypadek. I wielka samotność.

Wypadek

Pan Antoni nie wychodzi. Bo jak wyjdzie, to zaraz nie wie, skąd i dokąd szedł. Siedzi więc w domu, już 15 lat – od czasu wypadku. Całe życie pracował jako murarz, odbudowywał po wojnie Warszawę. Zdarzył się wypadek. Wstrząs mózgu, uszkodzenie kręgosłupa, zaniki pamięci. Ale do dziś wspomina, że te piękne warszawskie łuki robił własnymi rękami.

Dlatego jak trzeba coś załatwić w mieście, do podróży szykuje się pani Domicela. Raz w tygodniu idzie do biblioteki. Zimą rusza z rana, żeby choć trochę widzieć leśną drogę. Jedno oko szklane, drugie chore na zaćmę. Dobrze, że zna drogę na pamięć, bo po książki dla męża chodzi od 20 lat.

Po litrze do wiaderka

Jedyne źródło ciepła w ich domu to 20-letnia kuchnia węglowa. Nieszczelna, więc w mieszkaniu unosi się lekki dym. Gotują na niej także latem. Nie mają gazu. Jeszcze rok temu nie mieli bieżącej wody. Czerpali ją ze studni. Po litrze do wiaderka. Pani Duncia nazywa to gimnastyką. Tak samo jak zbieranie chrustu na opał. Po odliczeniu kosztów utrzymania mieszkania i wydatków na leki, ich dochód wynosi 300 zł na osobę. Ledwo starcza na jedzenie i ogrzewanie. Recepty wykupują „w kratkę”.

Goście

Od dwóch lat w ich domu bywa tłoczno. Przychodzą goście, robią harmider, czasem naniosą piachu i Pani Domicela ma gimnastykę ze sprzątaniem. Kopią studnie, remontują, w przerwie piją herbatę przy piecu. Ktoś wykupi leki, ktoś przyniesie książkę. Ktoś w końcu zapyta: Jak się państwu żyje? Zaczęło się rok temu od Grzegorza.

Kilkadziesiąt darczyńców

Grzegorz to wolontariusz SZLACHETNEJ PACZKI w Otwocku. Prywatnie tata dwójki dzieci i właściciel firmy projektującej inteligentne domy. Kiedy trafił do Pani Domiceli i jej męża jako wolontariusz Paczki, ich los na tyle go poruszył, że postanowił pomóc im też jako Darczyńca. Opowiedział historię staruszków swoim znajomym i innym wolontariuszom. I wtedy uruchomiła się lawina, która trwa do dziś. Znalazł się hydraulik, który bezpłatnie podłączył wodę, i studniarz, który wykopał studnię. Ktoś inny zajął się jedzeniem, środkami czystości i naprawą instalacji elektrycznej. Zaangażował się także ubogi sąsiad, który sam otrzymał pomoc w ramach SZLACHETNEJ PACZKI. Kiedy dowiedział się, że dostanie węgiel, postanowił podzielić się kilkoma workami swojego drewna. Rąbał je w domu przez kilka wieczorów w bardzo drobne kawałeczki. Dodatkowo włączył się w prace na miejscu – położył wykładzinę, zawiesił szafki i ocieplił pomieszczenie zwane łazienką.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego

W tym roku Grzegorz jako wolontariusz i darczyńca pomaga już kolejnym rodzinom. – Nie wyobrażam sobie życia bez SZLACHETNEJ PACZKI – podsumowuje wolontariusz. – Kiedyś żyłem obok tych ludzi, nie mając pojęcia o ich istnieniu i walce z codziennością. Dzięki Paczce otworzyły mi się oczy na innych. Podałem to dalej, a teraz inni podają to dalej.

Grzegorz oraz wolontariusze i darczyńcy SZLACHETNEJ PACZKI w Otwocku to przykład tego, jak mogłoby wyglądać polskie społeczeństwo, gdyby ideał Paczki „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” się spełnił. Każdy – niezależnie od tego ile ma – dzieli się z innymi. Poświęca swój czas, uwagę i pracę dla tych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji.

Plany na wiosnę

Pani Domicela i Pan Antoni mają już nowego Darczyńcę – Tatianę. Dziewczyna zebrała ponad 100 osób, które pomogą w tym roku. Na kawę do starszych państwa wpada Grzegorz. - Dla mnie mała czarna jak zwykle, Pani Domicelo - mówi, wchodząc do kuchni. Ogolony Pan Antoni ściska mu rękę. Znowu razem nastroją telewizor. Popatrzą przez okno. Pożartują kto pierwszy „ochrzci” sedes, gdy już uda się go zamontować. Co do tego Pani Domicela nie ma wątpliwości - jak Grzegorz coś powie, to potem zrobi. Na wiosnę już planują wycieczkę do Wilna, z którego pochodzi Pan Antoni.

***

AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI właśnie poszukuje wolontariuszy. Więcej informacji i zgłoszenia na stronie www.superw.pl

Dołącz do Drużyny SZLACHETNEJ PACZKI. Dzięki Tobie ktoś poradzi sobie w życiu!

SZLACHETNA PACZKA to projekt, który od 13 lat łączy biednych i bogatych. W tym roku mądrą pomocą obejmie ponad 17 500 rodzin w trudnej sytuacji materialnej. Dokładna liczba rodzin, którym pomoże Paczka nie jest jeszcze znana, bo w 570 miejscach w Polsce wolontariusze nadal spotykają się z potrzebującymi w ich domach, by zdiagnozować sytuację, poznać potrzeby i podjąć decyzję o włączeniu do projektu. Na tej podstawie tworzą opisy, które trafiają do internetowej bazy. Tam darczyńca może wybrać rodzinę ze swojej miejscowości i przygotować dla niej mądrą i skuteczną pomoc lub dokonać wpłaty na organizację projektu. Paczka to nie tylko pomoc materialna, to przede wszystkim nadzieja i impuls do zmiany. To projekt, który łączy: biednych i bogatych. Bo jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!