Według niego głosowanie przez pełnomocnika oraz głosowanie korespondencyjne - choć są realizacją prawa konstytucyjnego obywateli do udziału w wyborach - nie gwarantują wyraźnej poprawy frekwencji.

W środę Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok ws. kodeksu wyborczego. Za zgodne z konstytucją uznał głosowanie przez pełnomocnika dla osób niepełnosprawnych oraz w podeszłym wieku i korespondencyjne dla Polaków za granicą, a także wprowadzenie jednomandatowych okręgów do Senatu.

TK zakwestionował natomiast zakaz korzystania w kampanii wyborczej z billboardów i płatnych spotów jako ograniczający wolność wyrażania poglądów przez partie i wolność pozyskiwania informacji przez wyborców. Trybunał orzekł również, że wybory do Sejmu i Senatu oraz na urząd prezydenta powinny się odbyć w ciągu jednego dnia; dwa dni może trwać głosowanie w wyborach samorządowych i do Parlamentu Europejskiego.

Zdaniem prezesa ISP orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który uznał zakaz korzystania w kampanii wyborczej z billboardów i płatnych spotów wyborczych za niezgodny z ustawą zasadniczą, będzie miało negatywny wpływ na przebieg kampanii.

"Kampania wyborcza będzie wyglądała tak jak do tej pory wyglądały kampanie. Największe partie, które mają duże środki z budżetu, będzie stać na zmasowaną kampanię billboardowo-spotową. Zobaczymy takie okładanie się spotami, które nie prowadzi specjalnie do tego, że obywatele są bardziej świadomi co do wyborów, przed którymi stoją, tylko są traktowani z kilku stron takimi krótkimi dźwiękowymi ukąszeniami" - powiedział Kucharczyk.

"To będzie pewnie znowu kolejne przygnębiające widowisko i wszyscy będą się znowu skarżyć: co to za kampania bez debaty?" - powiedział.

Zapytany jak jego zdaniem może wyglądać Senat po wyborach w systemie jednomandatowych okręgów wyborczych, Kucharczyk ocenił, że taki system "nie przekłada preferencji wyborczych na wyniki wyborów". "On stanowi, że ten, kto dostanie więcej głosów od innych kandydatów, wygrywa, natomiast przy dużej liczbie kandydatów, bardzo niewielką ilością głosów będzie można zostać senatorem" - zaznaczył prezes ISP. Zwrócił uwagę na przypadek senatora Henryka Stokłosy, który w wyborach uzupełniających do Senatu, mimo ciążących na nim zarzutów korupcyjnych, zdobył mandat senatora przy 6,31 proc. frekwencji.

"Teraz takich przypadków może być więcej" - podkreślił. Jego zdaniem, okręgi jednomandatowe "nie poprawią polskiej demokracji, a mogą ją wręcz pogorszyć".

Komentując wyrok TK, który uznał za konstytucyjne głosowanie korespondencyjne oraz głosowanie przez pełnomocnika, Kucharczyk zauważył, że celem tych zmian nie miało być "mechaniczne poprawianie frekwencji", ale umożliwienie obywatelom korzystania z ich konstytucyjnych praw. "To, czy oni z tego skorzystają de facto, to jest inna sprawa" - zauważył.


Zdaniem Kucharczyka, większą zmianę może przynieść głosowanie korespondencyjne. "Sporo osób, które mieszkają bądź przebywają czasowo za granicą, chce głosować - pamiętamy kolejki, które tworzyły się przed konsulatami w wyborach 2007 r. - więc myślę, że dla nich to będzie faktycznie ważne ułatwienie i faktyczna realizacja prawa konstytucyjnego" - ocenił Kucharczyk.

Wyraził jednocześnie nadzieję, że także instytucja pełnomocnika zakorzeni się po pewnym czasie. "Na razie jest problem z informacją, tzn. ludzie bardzo mało wiedzą jak z tego korzystać, ale przynajmniej nikt nie może powiedzieć, że mu uniemożliwiono oddanie głosu, bo są techniczne możliwości, chociaż one wymagają pewnego zachodu, tzn. trzeba się trochę pofatygować, żeby z nich skorzystać" - podkreślił.

Zarzuty PiS, które przestrzegało przed nadużyciami i fałszerstwami wyborczymi w związku z dwudniowym głosowaniem, Kucharczyk uważa za nieuzasadnione. "W Polsce nigdy nie dochodziło do nadużyć na wielką skalę, a jedynie lokalnych i niewielkich, które potem były ścigane prawem" - zauważył.

Prezes ISP zwraca uwagę, że werdykt Trybunału dopuszcza dwudniowe głosowanie w wyborach samorządowych i do Parlamentu Europejskiego, co szczególnie w tym drugim przypadku mogłoby podnieść frekwencję wyborczą, która należy do najniższych w Unii Europejskiej.

"Żałuję, że reformy jak dwudniowe głosowanie i zakaz billboardów nie weszły w życie, bo one były sensowne i dawały szanse na lepszy system wyborczy" - powiedział.